Rozdział 25. Wyprawa – szaman oraz małe piersi Natalii

Rozdział 25. Wyprawa – szaman oraz małe piersi Natalii

Całą akcję Szamana pamiętam jak przez mgłę. Starzec o pomarszczonej skórze długo przyglądał się mojej twarzy. Kiedy polecił, aby rozebrano mnie do naga, chciałem oponować, ale nie mogłem z siebie wydobyć głosu. Trauma skutecznie mnie sparaliżowała. Byłem zdany na łaskę i niełaskę tubylca.

Osioł wyglądał na zadowolonego. Przez chwilę pomyślałem, że chce się na mnie zemścić. Będzie karmił moim nieszczęściem. Da mu to okazję do dani mi kolejnej nauczki, wypowiedzenia kolejnej, jakże mądrej myśli, która daje mu wewnętrzną satysfakcję, a mnie na czegoś nauczyć.

Szaman podał mi do picia mętny, cierpki płyn. Alternatywa była jedna – albo przełknę ciecz o niewiadomym pochodzeniu i działaniu, albo się uduszę. Połknąłem. Narkotyczne działanie specyfiku następowało powoli. Słyszałem dźwięk małego bębenka i było mi coraz lepiej. Pełen komfort. Ciało nagle stało się lekkie jak piórko. Pomimo tego, nie obawiałem się że zostanę porwany przez wiatr. Coś mówiło mi, że sytuacja jest pod kontrolą. Zapadłem w dziwny sen. Wszystkie kolory tęczy wybuchły wokół mnie. Zapadłem się w jakaś głęboką rozpadlinę. Poczułem pęd powietrza. Ponownie spadałem bezwładnie z dużej wysokości. Przytwierdzona do pleców, w miejsce spadochronu gaśnica, eksplodowała, rozpylając środek gaśniczy wokół mojej głowy. Pęd zwolnił i po przeciśnięciu się przez gąszcz liści ogromnego drzewa, łagodnie opadłem na ziemię. Puma patrzyła na mnie przez krótką chwilę. Nie wytrzymała siły mojego wzroku i znikła wśród zielonej roślinności. Obok mnie zjawił się Szaman. Wskazał mi drogę, która doprowadziła nas do rzeki. Stary tubylec wczepił swoje palce w ciało anakondy, po której pozostał tylko obłok zielonkawego dymu. Wówczas dusza opuściła moje ciało i jakby nigdy nic, lekko podrygując, zaczęła frunąć nad powierzchnią wody, w górę rzeki. Szaman wołał ją. Jednakże polecenia, aby wróciła, puściła mimo uszu i płynęła dalej unosząc się w parnej poświacie. Wraz z autochtonem rzuciliśmy się w pościg za niesubordynowaną duszą. Byliśmy nieco lżejsi od powietrza. Wystarczyło wzrokiem wytyczyć kierunek, aby przyśpieszyć ze zdwojoną siłą. Szaman wypowiedział jakieś zaklęcie i jego dusza także opuściła ciało. Podążyła za moją. Za zakrętem rzeki dopadła uciekinierkę. Obydwa metafizyczne obiekty zlały się ze sobą na chwilę w gwałtownych zmaganiach. Moja, nieco bardziej szara i zupełnie biała mojego przewodnika, stworzyły coś na wzór posklecanej liny. Tysiące ciemnych drobin uniosło się nad polem walki, zakrywając jej obraz. Kurz opadł i obydwie dusze były białe i same, bez jakiegokolwiek polecenia wróciły do przynależnych im ciał. Kiedy moja ulokowała się w przynależnej jej świadomości, wyczułem, że zawiera jakiś obcy element – prawdopodobnie maleńki fragment duszy Szamana. Nic jednakże nie mogłem z tym zrobić.

Kiedy się ocknąłem, wszystkie bodźce zewnętrzne zacząłem odbierać normalnie. Szaman oczyścił moją duszę, która powróciła na swoje miejsce. Wspomnienie traumatycznych przeżyć stało się nieistotne, ale nieistotne było też, że jestem nago i się tego nie wstydzę. Ludźmi, którzy zasłaniali swoje ciała tkaninami byli tylko uczestnicy naszej wyprawy. Pozostali mieszkańcy wioski używali jedynie przepasek biodrowych. Ze względu na ochronę miejsc intymnych, a nie ze wstydu. Ich domostwa także były całkiem ciekawe – chaty nie miały ścian bocznych i każdy mógł zobaczyć, co dzieje się w środku. Tubylcy nie znali wstydu.

Na centralnym placu przygotowywano jedzenie dla całej wspólnoty. Wczesnym rankiem kobiety poszły na ryby. W górze strumienia włożyły do wody rozdrobnione liście rośliny zawierającej trujące soki. Kilkadziesiąt metrów poniżej założyły sieć, w którą łapały śnięte ryby. Połów, to rola kobiet. Wyjaśniono mi, że ja, jako mężczyzna będę myśliwym. Nauczę się strzelać ze specjalnych dmuchawek do ptaków i małp. Wszystkich mieszkańców wioski obowiązuje zdobywanie jedzenia. Tu nie ma gości, są tylko mieszkańcy.

Poszedłem na plac, gdzie trzy kobiety w wydrążonych paniach drzew rozdrabniały za pomocą tępo zakończonych, grubych kijów biały miąższ bulw, przygotowując w ten sposób mąkę. Jedna z nich wyróżniała się jaśniejszym kolorem skóry. Kiedy podszedłem bliżej rozpoznałem moją żonę.

Byłem oczyszczony z traumy. Czułem się lekko, mój umysł był oaza spokoju. Osioł powiedział mi, że to kolejny etap mojego dochodzenia do stanu pierwotnego, zgodnego z naturalną psychiką człowieka. Teraz zapełnię swoją duszę absolutną i nieskalaną naturalnością. W końcu stanę się dopasowany do otaczającej mnie, nie zmodyfikowanej ręką człowieka natury.

Istota naszego człowieczeństwa zostaje wypaczona poprzez życie w cywilizacji. Zapominamy, że człowiek, to zwierzę obdarzane rozumem. Przypomniał mi naukę o trzech mózgach. Musiałem Osłowi przyznać rację – logiczne, perspektywiczne myślenie, co wiąże się z typową tylko dla Homo sapiens korą mózgową, w głównej mierze służy zaspokajaniu potrzeb ciała, bo z niego właśnie jesteśmy zbudowani. Błogie uczucie sytości, seksualnego spełnienia, przyjemnego ciepła, a także radości związanej z sekrecją neurohormonów w stanach uniesienia i ekstazy – do tego mniej, lub bardziej świadomie dążymy.

Podszedłem do mojej żony. Spojrzał na mnie, nie przerywając swojej czynności. Uśmiechnęła się i stwierdziła, że nie potrzebuje żadnej pomocy, tu jest jej dobrze i ma zamiar pozostać w tubylczej wiosce. Jeśli zostanę tu nieco dłużej, też nie będę chciał wracać. Ona jednakże jest dla mnie za stara. Będąc poza wiekiem rozrodu, nie powinna już nawet mieć partnera – to marnotrawstwo energii. Zresztą, jako kobieta, chce teraz już być sama. Zauważyła, że odmłodziłem się i wyglądam jak nigdy dotąd. Na koniec krótkiej rozmowy poradziła mi, abym zajął się Natalią. Żaden z autochtonów jej nie zechce, więc mam duże pole do popisu. Natalia wygląda na dobrze przystosowaną do życia w Amazonii. Jest silna, wysportowana i ma małe piersi, które nie będą jej przeszkadzać w łowieniu ryb, zbieractwie i innych pracach wykonywanych przez kobiety.

Osioł, który przysłuchiwał się rozmowie, poparł pomysł mojej żony. Był zachwycony jej logiką, otwartością i brakiem jakikolwiek pruderii. Kiedy zastanawiałam się, co może sądzić o tym, szalonym w sumie pomyśle Natalia, ta podeszłą do nas i oświadczyła, że jeśli zostaniemy tu dłużej, ni powinniśmy bronić się przed naturalnym zachowaniem. Normy cywilizacyjne tu nie obowiązują. Zupełnie jakby była z moją żoną w zmowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *