XXXIII. POKORA – SIŁA, CZY SŁABOŚĆ?

XXXIII. POKORA – SIŁA, CZY SŁABOŚĆ?

UWAGA: Czytając poniższy, krótki tekst, można odnieść wrażenie, że radość z rzeczy małych jest nic nie warta. To nie jest prawda. Trzeba cieszyć się (wciąż) z wszystkiego, co daje radość. Jednakże, aby odróżnić pokorę (dającą w efekcie siłę i szczęście) od pustej pychy, felieton jest obleczony w dramatyzm wyraźnych biegunów: tego, do czego powinniśmy dążyć i tego, czego powinniśmy się wystrzegać.

Na początek, trzy różne „radości”.

1. Radość z rzeczy małych, to jak oddychanie świeżym, nie zmąconym żadnym przykrym, ale też i innym zapachem powietrzem. Nie czujemy wyraźnej przyjemności, bowiem nie czujemy zapachu i standardowe oddychanie jest dla nas niewyczuwalną normą.

2. Radość związana z przyjemnością ciała – wyraźnie odczuwalna, sycąca starsze filogenetycznie obszaru mózgu. Można ją porównać do wąchania ulubionej potrawy. Zaraz po zapachu będzie smak i uczucie sytości.

3. Radość intelektualna, to mówiąc krótko radość z sukcesu, z osiągniętego, zamierzonego celu. To nagroda mówiąca o naszej wartości. Jak wspominałem w poprzednich felietonach, ma ona podwójny wymiar: cieszymy się, ze cel osiągnęliśmy, zaś dodatkową nagrodą jest pochwała dokonana przez nasze otoczenie – zostaliśmy zauważeni, rozpoznani, docenieni.

UWAGA: proszę nie mylić poniższego tekstu z w/w radościami – wszystkie one są potrzebne do szczęśliwego życia.

Pokora to nie tchórzostwo, to nie unikanie konfrontacji, to nie system zachowań wynikający z kompleksu niższości, ale to mądra siła reagowania. Pokora to nie uległość, ale akceptacja. Ludzie obdarzeni tą cechą, to silne osobowości, często zmuszone do pogodzenia się z niezrozumieniem otoczenia, któremu wydaje się, że wie na pewno jak powinien zachowywać się człowiek. Pokora to wolność wyboru, wyboru podyktowanego zgodą własnego sumienia na takie, czy inne postępowanie.

Doskonałym przykładem może tu być średniowieczny mistyk, mistrz swoich czasów Święty Jan od Krzyża. Ten duchowny, reformator kościoła katolickiego był niesamowitym człowiekiem. W obecnej nomenklaturze, można powiedzieć gigantem. Nie wyrzekł się swoich poglądów przez co, przez długie lata był prześladowany przez Instytucję Kościoła. Więziony chorował, a jedyną z dolegliwości były otwarte wrzody skóry, które zgodnie z kanonami ówczesnej medycyny wypalono gorącym żelazem. Swoje dzieła pisał klęcząc przed ołtarzem. Aby mieć szanse na dojście do prawd ponadczasowych, po kolei rezygnował z nagród – doznań zmysłowych, zarówno tych pochodzących z mózgu limbicznego (przyjemności), jak i kory (poczucia własnej, jak dowodził, nieuzasadnionej wartości). W „Drodze na Górę Karmel” mówi: „Aby dojść do poznania wszystkiego, nie chciej poznawać czegoś w niczym”. Nie warto poświęcać się dla rzeczy mało istotnych, które burzą czystość umysłu. Trzeba dążyć do wyznaczonego celu, który ma mieć dużą wartość. Pochylanie się nad śmieciami nie ma sensu. Ta sama energia i czas może doprowadzić cię znacznie dalej. Pisze też: „Aby dojść do poznania wszystkiego, musisz iść przez to, czego nie poznajesz”. A zatem przejdź przez wysypisko śmieci bez atencji, bowiem nie warte są one twojej uwagi. Mamy wrodzone tendencje do tego, aby zbierać wszystkie nagrody, ale czy są one warte naszych, choćby niewielkich poświęceń? Nico zgniłe, czy spleśniałe, pokryte brudem, albo o wartościach bez wartości? Ale, żeby dać sobie radę z pokusami, konieczne jest znalezienie w sobie mądrej pokory.

Dużym niebezpieczeństwem jest dążenie do tak zwanego „złotego środka”, które u wielu osób sprowadza się do postępowania w myśl przysłowia: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. To dążenie do konformizmu za wielką cenę, bowiem ceną ta jest nasza tożsamość i z pokorą nie ma niczego wspólnego. Chcąc się przypodobać wszystkim (wielu różnym) ludziom stajemy się marionetką we własnych rękach i to marionetką grającą rolę sługusa. Zamiast wzmacniać własną osobowość, osłabiamy ją. Stajemy się szarzy, niewidoczni, niewyróżniający się. Zlewamy się z tłem i możemy tylko służyć tym, którzy nas zmanipulują. Brak transparentności sprawia, że przestajemy być szanowani przez innych i wkrótce także przez siebie samych. Takie postępowanie zmierza do katastrofy i nie ma nic wspólnego z pokorą. Jest za to tchórzostwem.

Nie jest możliwe, by mieć tylko samych przyjaciół. Tych, którzy są nam przeciwni nie unikniemy. Musimy zebrać siły i zmierzyć się z życiem, pamiętając, że pokora jest czymś dobrym i świadczy o naszej mocy.

Przeciwieństwem pokory jest pycha. Jest rzeczą naturalną, że chcemy być chwaleni i nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że nam się to należy. Odbieranie nagród niezasłużonych, choćby miały dla nas sporą nawet wartość, prowadzi do wywyższania się. Wartość ta zawsze będzie pozorna, jak balon – sporych rozmiarów, ale pusty w środku. Jeszcze gorsze jest świadome dążenie do niezasłużonych nagród, co zawsze będzie oparte na nieuczciwości. Sądzę, że na świecie nie ma ani jednego pyszałka, który byłby szczęśliwy.

Łatwo powiedzieć trudniej zastosować ale spróbujmy w swojej uczciwości unikać pychy. Znajdźmy też dość siły na pokorę, tam, gdzie jest ona potrzebna.

Muszę przyznać, że czasem mi się udaje…. ale nie łatwa to sprawa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *