XXXII. MANIPULACJA, A POKORA – PRAWIDŁOWOŚĆ, CZY PARADOKS?

XXXII. MANIPULACJA, A POKORA – PRAWIDŁOWOŚĆ, CZY PARADOKS?

Żyjemy w świecie, który zabiera człowiekowi coraz więcej wolności. Robi to w białych rękawiczkach, wobec czego nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że znaczna część naszych dążeń, to nieświadome wykonywanie narzuconych nam poleceń.

To nie teoria spiskowa, bo to nie teoria, tylko fakty. Wszystko zaczęło się dawno, dawno temu, załóżmy, że w epoce jaskiniowej, kiedy człowiek zaczął żyć w zhierarchizowanych grupach. Pojawił się ktoś, kto podporządkowywał i wykonujący polecenia podporządkowani. Ci ostatni, różnili się od potulnych owieczek, które jeden leniwy pastuch za pomocą psa może zgrupować w stado i poprowadzić, gdzie tylko zechce. Byli oni realnym zagrożeniem dla wodza: silni, równie sprawni, i równie egoistyczni. Owszem wystąpiła już wówczas dobra współpraca i można było dostrzec też elementy empatii, ale to były przypadki, które (gdy wystąpiły) pomagały zjednoczyć grupę. W ten sposób dawały większe szanse na przetrwanie – czyli, to wynik czystego egoizmu (co opisuję w innych felietonach).

Nasz praprzodek, będący wysoko w hierarchii ówczesnego stada, wskazywał na mężnych wojowników, którzy, co jest wielce prawdopodobne, by uniknąć pożarcia, bądź stratowania, ze strachu, zatłukli niedźwiedzią, bądź tura. Pojedynek wkrótce stawał się czasem przeszłym, dokonanym. Czuli się dumni w glorii, w atmosferze radości i chichotu kobiet, które łaskawym okiem patrzyły na wypromowanych bohaterów. Ci ostatni, intuicyjnie wyczuwając większe szanse na obcowanie z kobietą, szybko zapominali o przeżyciach na granicy traumy i oddawali się zaspokojeniu, ukojeniu i wszechobecnej radości. Prawdopodobnie mieli również prawo do najlepszych części upolowanej tuszy, co dodatkowo przysparzało dumy. Na kolejne polowanie szli jako awangarda, a nie jakiś tam, niedoświadczony żółtodziób. Nie zdając sobie z tego sprawy, zostali zmanipulowani. Ale, wobec nagrody jaką za to otrzymali, nie było to istotne.

Obecnie nagroda w postaci dzikuski, która rzuci się nam na szyję, czy walecznego wojownika z dzidą w ręce, jest nieco mniej prawdopodobna, a może szkoda, bowiem mogłoby to być przyczyna mobilizacji naszego konformizmu. Nie mamy też szansy na lepsze kąski – większość fast foodów bowiem z lekka jest trująca zarówno dla bohaterów, jak i zwykłych zjadaczy chleba. Podobnie jak smartfony, które niepostrzeżenie trują umysł.

Manipulacja obecnie zaś potrzebna jest jak nigdy dotąd. Na dodatek musi być kompleksowa i wszechobecna. A zatem, zamiast dzikuski, wojownika i świeżego mięsa, należy dać ludowi inny rodzaj chleba i inny rodzaj igrzysk.

A teraz nieco o pokorze. Może się to wydać wprost irracjonalne, ale to właśnie pokora pozwala na wyzwolenie się ze szponów manipulacji. Co prawda, kojarzy się ona raczej z uległością i słabością. Odpowiedzmy sobie teraz na pytanie: „czy kiedykolwiek widzieliśmy tak zwanego krzykacza, który jest przy tym pokorny?”. Ci, co najgłośniej krzyczą, częstokroć nie wiedzą o co chodzi i działają odruchowo. Są podporządkowani. Wierni nie do końca zrozumiałym ideom. Najczęściej robią na przekór komuś, bądź czemuś i to jest ich paliwem do działania.

Pokora, podobnie jak asertywność powinna mieć swoje, racjonalne granice. Kiedy spotyka nas jakikolwiek atak ze strony innego człowieka, czy jakieś ideologii, o ile czujemy się silni (to znaczy mamy swoje zasady), naszą naturalną, spontaniczną, reakcją jest kontratak. Odpowiedź jest emocjonalna. Tylko, czy zawsze jest to postępowanie racjonalne? Tak. Jeżeli mamy rację, nie ustępujemy i taka postawa jest właściwa. Dla samego świętego spokoju nie powinniśmy ulegać. Musimy wymagać, aby inni nas szanowali, a szacunek zdobędziemy tylko pokazując swoją silną, jednoznaczną postawę. Historia zna przypadki szacunku do wroga, co niekiedy jest poważnym zagrożeniem, bowiem gloryfikuje przeciwnika i daje mu większe od rzeczywistych szanse. Nie spotkałem się za to z szacunkiem dla pochlebców, szczególnie dla tych fałszywych.

Wielokrotnie nie jesteśmy pewni swoich racji, a mimo to nie chcemy ustąpić, czy choćby dążyć do porozumienia. Emocję biorą górę i wstępuje w nas buta, co nie prowadzi do niczego dobrego. Emocje generują kolejne emocje i ta spirala może doprowadzić do powstania stresów i działań irracjonalnych. Marnotrawienie energii i zdrowia to efekt braku pokory. Stajemy się słabi, podatni na manipulację.

Kiedy chcesz zareagować i czujesz, że narastają w tobie emocje, zatrzymaj się na chwilę, dokonaj pomiaru zysków i strat; konsekwencji podjęcia takich, czy innych decyzji (niekiedy spontanicznych, ale powszechnie ci przecież znanych) i podejmij próbę wyciszenia się. To nie łatwa sprawa i wymaga silnego samozaparcia oraz treningu. Ale warto podjąć ten trud. Dobrą metodą jest opuszczenie areny zmagań. Unikniemy niepotrzebnego zaangażowania się w sprawy mało istotne. To jest mądrość. Najgorszy scenariusz występuje wówczas, gdy jesteśmy przemęczeni. Wówczas łatwiej o zapłon i nerwy szybko biorą górę nad rozumem.

Zakładamy, że kiedy trzeba, pokora zwycięża. Trzeba wówczas, gdy zmaganie nie ma sensu, nie przynosi owoców i jest tylko stratą energii. Zaraz po tym dociera do nas myśl, że wycofaliśmy się z walki, więc jesteśmy tchórzami, a co najmniej nie potrafiącymi stawić czoła wyzwaniu, asekurantami. Czujemy się z tym źle. Tym bardziej, że do świadomości dociera fakt, iż nasz przeciwnik ocenia nas jako słabeuszy. Ale to nie jest prawda. Zastanówmy się przez chwilę, ile trzeba odwagi i siły, aby wycofać się z pojedynku z przeciwnikiem, którego mamy duże szanse pokonać? Mądra pokora – na nią stać tylko rzeczywiście silne jednostki. Bohaterów.

Ciąg dalszy o pokorze wkrótce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *