XXXI. PRZERZUCANIE PROBLEMÓW NA BLIŹNIEGO – METODA „NA MAŁPĘ”

XXXI. PRZERZUCANIE PROBLEMÓW NA BLIŹNIEGO – METODA „NA MAŁPĘ”

Zobaczyłem w lustrze siebie samego, z rojem różnorakich małp na ramionach. Rozmawiały ze sobą, wierciły się, przekomarzały… Kiedy zrozumiałem problem i zacząłem je zrzucać, złośliwe zaczęły popuszczać to i owo. Było nieprzyjemnie.

Artykuł pt. „Who has got a monkey?” (Kto ma małpę) opublikowany w Business Harvard Review w 1974 roku opisuje doskonałe radzenie sobie z bolączkami podwładnych, którzy nie angażują się w rozwiązanie problemu, tylko przekazują je osobie decyzyjnej. Artykuł (właściwie jego zmodyfikowany reprint) otrzymałem od pewnego kanadyjskiego przedsiębiorcy, kiedy miałem już dziewięcioletni staż pracy w korporacji i byłem początkującym menażerem. Dopiero wówczas dostrzegłem, że mój permanentny brak czasu i zmęczenie nawałem obowiązków, częściowo jest związane z faktem, że nieświadomie, przejmuję na siebie obowiązki innych.

Mechanizm jest bardzo prosty: do szefa przychodzi zatroskany pracownik i przedstawia problem. Zwykle niezbyt dokładnie go opisuje, ale zaznacza, że przyszedł po pomoc. Rozumie się samo przez się że pomoc jest oczekiwana od kogoś, kto jest darzony zaufaniem, na duża wiedzę i doświadczenie – to ekspert. Samo to łechce podświadomość „ważnego profesjonalisty”. Otrzymuje on nagrodę i czuje się waży. Przy okazji zaś bierze na siebie odpowiedzialność za rozwiązanie problemu. W końcu nikt inny sobie lepiej ze znalezieniem rozwiązania nie poradzi…

Oczami wyobraźni możemy zobaczyć „dowartościowanych” łatwymi nagrodami wyrobników, na których ramionach siedzi stadko małp. Złapani w pułapkę, nie zdają sobie z tego sprawy. Ostatecznie zajmują się rzeczami, które przeznaczone są tym, którzy do nich raportują.

Podobna zasadzka czeka nas samych w przypadku zbyt dużej wewnętrznej obowiązkowości. Sadzamy sobie na ramionach coraz to nowe małpy. Pozbycie się ich to czas i energia, to nasz koszt. Jak sobie zatem radzić?

Po pierwsze, nie mamy żadnych zobowiązań do załatwiania spraw, które nas nie dotyczą. Po drugie, nie zdołamy zrobić wszystkiego; należy wybrać to co ważne, zaś to co mało istotne możemy wyrzuć z list „do załatwienia”. Po trzecie, stykając się z problemem, już na samym początku pomyślmy o propozycjach jak ów problem rozwiązać. Sami sobie zaproponujmy rozwiązanie. Zaraz po tym oceńmy realność, podejmijmy decyzję i wybierzmy drogę realizacji (bądź zaniechajmy swoje działania w przypadku, jeżeli zyski będą mniejsze od kosztów).

Asertywność w wielu wypadkach jest koniecznością. Mówiąc „nie” samemu sobie, bądź innym, zainteresowanym osobom, uważajmy na uzasadnienie – najlepiej, gdy nie ma go w ogóle. Jeżeli jest konieczne, musi być krótkie, konkretne. Nie możemy pozwolić na wywołanie dyskusji, wówczas bowiem zamiast asertywności pojawią się negocjacje, a te zwykle doprowadzają do konsensusu, czyli w praktyce do zatrzymania małpy na ramieniu. Małpa zazwyczaj jest ruchliwa, wierci się, przeszkadza, a ponadto ma potrzeby fizjologiczne – choćby wirtualne; brudzą wirtualnie – nie dość, że kiedyś małpę zrzucić z siebie musimy, to pozostanie jeszcze sporo do wyczyszczenia.

Wszedłem do pokoju mojego, dwunastoletniego syna. Natychmiast przerzucił na mnie kilka, wrzeszczących wniebogłosy małp. Jakby mówił: „Jesteś starszy, bardziej doświadczony, to rozwiąż za mnie problemy. Zrób to za mnie.” Po kolei łapałem bestie za ogony i odrzucałem na silne ramiona nastolatka. Ostatnią musiałem nawet kilka razy pokręcić nad głową, trzymając ją za kosmaty ogon. Dość mam swoich, własnych małp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *