XXX. CEL – UJĘCIE EMOCJONALNE, PRAKTYCZNE

XXX. CEL – UJĘCIE EMOCJONALNE, PRAKTYCZNE

Rozdział 34. Cel, ujęcie emocjonalne, praktyczne

Jeszcze raz, nieco inaczej o celu, możliwościach i sensowności osiągania  celu.

Przede wszystkim, należy pamiętać, o tym, że wyznaczając sobie cel, trzeba zdać sobie sprawę z jego wartości dla nas samych. Osiągnę to, czy owo i… czy to mnie będzie cieszyć? Czy będzie to nagrodą dla mnie samego, a może przy okazji zostanę doceniony przez innych, wobec czego będzie to dodatkową satysfakcją?

Przed rozpoczęciem planowania zadaj sobie pytanie: „po co chcę to zrobić”. Zadaj je sobie wielokrotnie, w różnych sytuacjach, o rożnych porach dniach. Jeżeli po pewnym czasie (koniecznym na przemyślenia i poczucie smaku drogi do celu) chęć osiągnięcia X nadal będzie cię zajmowała, wypełniała i nie dawała spokoju, to będzie to znaczyło, że musisz szykować się do drogi po ów skarb. Ale równie dobrze może to zniknąć, albo choćby zszarzeć i ie mieć już dużej wartości. Wówczas odpuść.

Droga do celu to szereg wyrzeczeń, ogromny wysiłek, zaangażowanie i zmuszanie się do wytrwałości. Cel bowiem musi być ambitny – jeśli nie jest, to nie warto tracić na to czas i energię. Dlaczego? – bo nie będzie cieszył. Specyficzne określenie zamierzenia – jego pomiar da odpowiedź na to pytanie – warto, czy nie warto.

Cel, rzecz jasna musi być osiągalny – mierz siły na zamiary. Ale, uwaga, siły masz więcej, niż ci się wydaje, to tylko odrzucenie od siebie wątpliwości co do własnych ograniczeń. Nie masz też siły nieskończonej ilości – z tego też zdaj sobie sprawę. Musisz się zdeklarować – dążąc do celu zmuszony będziesz robić to na maksa – z pełną mocą i zaangażowaniem, w innym przypadku zmarnujesz czas, energię, pieniądze i będzie rozterka – przegrasz.

Bardzo ważne jest dobre rozłożenie sił. Zadyszka – równa się klęsce. Wyobraź sobie, że biegniesz na 100m. Taktyka wydaje się być prosta – dobry, mocny start, pełnia sił od początku do końca i taka jest prawda (mówię o biegu amatorskim, taktyka profesjonalna rożni się nieco, ale nie zasadniczo). A teraz wyobraź sobie bieg na 3000m z przeszkodami. Długi, wymagający kondycji dystans, a po drodze przeszkody – po jednej spada się na bieżnię (tartan), po innej do wody. Siedem i pół okrążeń 400 metrowego stadionu – w sumie wymagające dodatkowego wysiłku przeszkody i ciągły bieg. Tu już taktyka sprintera (właściwie jej brak) na nic się nie przyda. Jeżeli rozpoczniesz bieg sprintem, już po krótkim czasie poczujesz zmęczenie i albo zrezygnujesz, albo zwolnisz do tempa, które nie pozwoli na odpowiednio szybkie pokonanie długiego dystansu. Kolka, zadyszka, bój mięśni i jesteś poza konkursem. A zatem najpierw zastanów się jaką przyjąć taktykę. Rekord świata dla mężczyzn na tym dystansie to niecałe 7 minut i 54 sekundy, dla kobiet nieco więcej niż 8 minut i 44 sekundy. Twój cel to sporo ponad 10 minut, ale to i tak konieczność pełnego zaangażowania. Musisz przemyśleć jak to zrobić. Obejrzeć kilka filmów z zawodów, zastanowić się nad tempem, a może (co by się przydało) sprawdzić własną kondycję. Zrobić tez założenie – muszę tak rozłożyć siły, aby dobiec do końca…. 

Teraz odpowiedz sobie na dwa pytania: – czy chcę uczestniczyć w biegu na 3000m z przeszkodami? oraz – po co mam się tak męczyć – co mi to da?

Wyobraźnia to potęga, więc wystartuj w tym biegu.. Owe 3000m z przeszkodami to odpowiednik celu. Jeżeli odpowiedź na powyższe pytania jest pozytywna (chcę i wiem po co), bierz się do roboty. Zrób projekt – plan, określ przeszkody, pomierz proces właściwa miarą i określ moment startu. Jeśli odpowiedzi są wątpliwe, daj sobie spokój. Lepiej poczytaj książkę, obejrzyj ciekawy film, bądź idź na spacer. Aktywności fizyczne są najlepsze. Taki długi, co najmniej godzinny spacer w samotności. Po 30 minutach pozornej bezmyślności, zwykle do głowy zaczynają przychodzić zupełnie konkretne myśli – to będzie to, co zajmuje twój umysł. Dom, praca, partner, pieniądze, inne zmartwienia, a może jakiś irracjonalne lęki, bądź emocje, które do tej pory nie miały ujścia… To zajmuje twój umysł i dopiero teraz widzisz, co to jest. To jest to, w co tak naprawdę angażujesz swój umysł. Jesteś cały oblepiony błotem. Zdaj sobie z tego sprawę, poczekaj aż nieco obeschnie i zrzuć z siebie. Jeżeli tego nie zrobisz, nie stawaj na starcie biegu na 3000m z przeszkodami. Nie dobiegniesz, a co gorsza, przewrócisz się w rowie z wodą, zaraz za kolejną przeszkodą. Nie możesz biec mając na sobie ciężar, który skutecznie blokuje wolność sportowca. Nie widziałem jeszcze biegacza, który, ot tak, przy okazji dźwiga na plecach worek kartofli. Zrzuć go z siebie, albo zamiast stać się biegaczem, kontynuuj bycie tragarzem worków z kartoflami. Twój wybór.

Najczęściej ludzie nie realizują wyznaczonych celów. Z dwóch zasadniczych powodów: są zbyt ambitne, bądź ich osiągnięcie nie da poczucia pełnej satysfakcji. W kilku poprzednich felietonach wspominałem, że człowiek zbudowany jest z ciała i w naszych dążeniach, mniej, lub bardziej świadomie chcemy nakarmić właśnie ciało. Zaspokoić się. Mózg limbiczny wymusza na logicznym dążenie do zaspokajania potrzeb tak, aby odczuwać przyjemność. W sumie nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że znamy swoje ograniczenia. Niestety w miarę przyzwyczajania się do przyjemności, aby ją wyzwolić, konieczne staje się zwiększanie wartości podniet – to prowadzi do nałogów, ale to zupełnie inny temat. Wracamy więc do celu i tego, co nie pozwala go osiąknąć.

Cel zbyt ambitny. Podam przykład kobiety lekko puszystej, czyli z nadwagą. Jej marzeniom jest wyglądać jak szczupła nastolatka – taki jest kanon , fikcja wykreowana przez media. Szczuła, długonoga laska z idealną cerą, gęstymi włosami i zniewalającym uśmiechem. Nasz bohatera chce taka właśnie być – idealna. A zatem postanawia, że schudnie 15 kilogramów, uformuje piękne nogi w wyniku ćwiczeń na siłowni, całą resztę zaś zafunduje sobie u fryzjera, kosmetyczki i ew. w klinice medycyny estetycznej. W sumie do zrobienia w ciągu roku. Tylko czy warto? Załóżmy, ze jej się udało, choć kosztowało to kobietę wiele wyrzeczeń. I co ? I nic. Nasza bohaterka nie stała się bardziej popularna w środowisku i nie czuła się lepsza. Owszem, stała się bardziej interesującym dla płci przeciwnej obiektem, ale tylko jako (przepraszam za wyrażenie) towar. W sumie przegrała. Tyle wyrzeczeń i nie ma efektu, który by sprawił, że poczuje ona smak spełnienia. Nie było warto? Jest zbyt zmęczona, zbyt odeszła od własnej natury, by poczuć smak szczęścia. To nie ta droga. Może było warto poświecić czas i energię, aby zgodnie z własną osobowością oszlifować nieco słabości, schudnąć nieco, poćwiczyć trochę i dać organizmowi wytchnienie od nadwagi, ale jest gdzieś granica rozsądku. Oszlifowanie najczęściej wystarcza, aby stać się obiektem zainteresowania płci przeciwnej i czuć się świetnie. Cel osiągalny, ambitny, ale mądry, racjonalny. Jest czas na radość i życie.

Pojawia się też coś co, choć osiągalne ostatecznie okazuje się pomyłką. Oto inteligentny, wykształcony i ambitny człowiek. Chce osiągnąć sukces. Prawi, ż eza wszelką cenę. Znam przykład mężczyzny, który był tak zaangażowany w pracę w korporacji, ze zapomniał o rodzinie. W wieku 30 lat doszło do rozwodu. Zostawił żonę i dwoje dzieci. Ostatecznie doszedł do wniosku, że rodzina była balastem i on, uwolniony, szybciej i skuteczniej zrobi owa karierę. Ile można się wpinać na niedosiężny szczyt? Całe życie? Kiedyś będzie kres i czas umierania (taka jest prawda – wszyscy kiedyś umrzemy). Nasz bohater ogląda się za siebie i widzi wydeptaną ścieżkę, która prowadzi przez pole chwastów. Nagle zdaje sobie sprawę, że nie zdążył żyć – zabrakło mu na to czasu.

Uff jakie to poważne i mądre… pamiętam sytuację nieco nawet komiczną – byliśmy z kolega Arturem na szkoleniu w Barcelonie. Codziennie bite 12 godzin teorii, pytań, ćwiczeń – bez sensu jeśli chodzi o użycie szkolenia w praktyce. Prowadzący (Amerykanin, z zasadami biznesowymi na 5+) zdał Arturowi jakieś pytani, a była wówczas godzina 19,50. Artur wstał, wzrok miał wpatrzony w przestrzeń i odpowiedział „mam to w dupie”. Szkoleniowiec nieco zrozumiał, a my poszliśmy na piwo. Ot reguła ‚złotego środka” to jest to, co może dać nam poczucie spełnienia. Realizujmy własne marzenia, ale nie po truapch, bu trupy cuchną…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *