XXIX. INTELIGENCJA – CZY COFAMY SIĘ DO EPOKI JASKINIOWEJ?

XXIX. INTELIGENCJA – CZY COFAMY SIĘ DO EPOKI JASKINIOWEJ?

James R. Flynn z University of Otago w Nowej Zelandii zauważył, że w rozwiniętych państwach zachodnich następował wzrost ilorazu inteligencji – IQ (wartość średnia dla danej populacji), o około 3 punkty w ciągu każdej dekady drugiej połowy XX wieku. Dotyczy to obszarów wymagających abstrakcyjnego myślenia – znajdowanie podobieństw obiektów, bądź powiązań figur geometrycznych. Nie uległy poprawie wyniki zadań językoznawczych, a te, dotyczące arytmetyki, nawet się obniżyły.

Niestety, w ostatnim dziesięcioleciu odnotowano spadek IQ o 7 punktów, co dotyczy nowej generacji. A zatem proces cofania się został rozpoczęty. Jak tak dalej pójdzie – a wszystko na to wskazuje – za kilkanaście pokoleń, możemy zbliżyć się do naszych praprzodków… Może wówczas będzie łatwiej dogadać się, na przykład z pawianem? Nie będę sugerował nawet tematu tej rozmowy.

Z drugiej strony, trudno pojąć, że prosty chłop, na co dzień pracujący na roli i być może nie potrafiący pisać i czytać, może być bardziej inteligentny od wykształconego magistra. I to nie tylko dlatego, że system kojarzenia i wyciąganie poprawnych wniosków, są w dużej mierze dziedziczne, ale również dlatego, że jego codzienne życie, bezustanne zmaganie się z trudnościami, jest częstokroć szkołą lepszą od uniwersytetu.

W miarę rozwoju technokratyzacji, myślenie powoli staje się zbędne. Tyle tylko, że robią to za nas inni. Podporządkowani zasadom nowoczesnego kapitalizmu, stajemy się, ze względu na własny konformizm, niewolnikami systemu.

Zasadniczo, to tylko wolność daje możliwość bycia radosnym, szczęśliwym i spełnionym. Każde zniewolenie jest źródłem patologii, która dosięga nas po cichutku, bezboleśnie prowadząc do kolejnych, niezauważalnych faz rozwoju choroby.

Spróbowałem stanąć w prawdzie. Odrzucić cały ten cywilizacyjny kokon, którym jestem owinięty. Wyhamować i zredukować prędkość pędu donikąd. Łatwo nie było, i do ideału sporo mi wciąż brakuje…

Natychmiast powoli pojawiły się zupełnie inne, niezauważone dotychczas potrzeby. Zdałem sobie sprawę, że człowiek zbudowany jest z ciała i dla pozytywnego myślenia i odczuwania radości, konieczne jest dobre samopoczucie. To właśnie ciało jest niszczone przez stresy, złe nawyki, nałogi, brak ruchu, złe odżywianie, przebywanie w zatrutej atmosferze, brak snu. Jak zatem nieco otupać nogi z owego błota dawnej rzeczywistości? Może to trochę tak: jestem już zmęczony i niech się dzieje co chce, ja się tym będę przejmował tylko na 20% (łatwo powiedzieć, ale może by tak spróbować?). Jako najważniejszy punkt dnia należy przyjąć nie mniej niż 60 minut aktywności fizycznej (minimum to 4 x w tygodniu). To cel – nawet jeśli nie dajemy rady go osiągnąć, lepsza aktywność 1 x w tygodniu, niż w ogóle).

Być może gorzej będzie z dietą, ale już wyeliminowanie niewysłodzonych (wszystkie takie są – oprócz wody rzecz jasna) napojów gazowanych da wymierny efekt. Pomimo nie zastosowania w 100% tego, co „mądry człowiek” powinienem, powinno nieco ulżyć.

Dobre samopoczucie, to klucz do sukcesu.

Ale, co ciało ma do inteligencji? Ma i to dość sporo (najwięcej chyba jelito, o czym wspominałem jakiś czas temu – nawet wytwarzane przez bakterie gazy są istotne…). Jak już zyskamy szanse na dobre samopoczucie, możemy zafundować sobie nagrodę dodatkową, intelektualną. To radość z osiągnięć własnych poparta pochwałą. Poczucie smaku spełnienia. Ale, czy inteligencja w ogóle jest do tego potrzebna? Pisałem w poprzednich felietonach, że ostatecznie, nie do końca. Pewien jej poziom owszem, ale cała reszta… aczkolwiek… pamiętajmy, że zmniejszenie poziomu IQ spowodowane jest daniem na tacy tego, co biznes uważa za stosowane, tego, co zajmie naszą uwagę, abyśmy niepostrzeżenie weszli do aresztu własnych zachcianek. Wpatrzeni w kolorowe ekrany, oglądający beznadziejną telewizję i czytający plotki o znanych ludziach, stajemy się widzem, a powinniśmy być aktorem. Stajemy się powolni, podporządkowani i zniewoleni. Tak małe nagrody nas cieszą. Nagroda mała, to i radość mała. Małe nie cieszy. Można z tym polemizować, ale po co żyć w zakłamaniu => małe nie cieszy i to jest fakt. Tak łatwo nami kierować. Jesteśmy zadowoleni (?), bo zapewniamy sobie zaspokojenie wygenerowanych przez kapitalizm, tak naprawdę, malutkich potrzeb (w większości tylko zabierających czas).

Moja babcia na jakąkolwiek władzę mówiła „oni”. Oni powinni nam podnieść pensje. Oni powinni dać większy deputat węglowy. Oni powinni zbudować nową szkołę. Oni to i oni tamto. My, zniewoleni i oni, władcy. Ale, czy oni mają sumienie, co mogłoby by być podstawą do żądania „powinni”? Może i powinni, ale zasadniczo mają nas gdzieś. Jesteśmy niewidzialni, jak duchy – pod warunkiem, że na czas płacimy podatki i nie jesteśmy głosem sprzeciwu.

Obecnie żyjemy w demokracji, która niestety ograniczona jest do wolnych wyborów, a te do matematyki socjotechnicznej, w której to sferze ścierają się ci, którzy zostaną wybrani (czytaj: będą zarządzać) sporą częścią wypracowanych przez nas dóbr (według swoich zasad, a nie tak jak „powinni”). Dajmy więc Cesarzowi to co cesarskie, a Bogu co boskie i otupmy błoto z nóg naszych. W ten sposób uzyskamy wzrost poziomu inteligencji, a to zmusi jakąkolwiek władzę do większego respektu i poszanowania człowieka, jako istoty myślącej, a nie idiociejącej. Ale najpierw potrzebujemy osiągnąć stan dobrego samopoczucia, a to wcale nie jest takie proste. W innym wypadku, nasi potomkowie, rozpromienieni uśmiechem idioty, będą prowadzić dialog z roztropnym pawianem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *