XXVII. EMOCJE, KTÓRE PRZESŁANIAJĄ ROZUM ORAZ HISTORIA Z AFRYKI

XXVII. EMOCJE, KTÓRE PRZESŁANIAJĄ ROZUM ORAZ HISTORIA Z AFRYKI

Zastrzegam, że wpis jest apolityczny, choć początek może sugerować coś innego.

Sterowanie pozornie wolnym człowiekiem to sztuka, której umiejętności posiedli ci, którzy służą garstce znajdujących się na szczycie społecznej piramidy „dyktatorów”. Czy w nowoczesnym kapitalizmie, opartym o systemy socjaldemokratyczne jest miejsce dla dyktatorów?

Aby zarządzać wolnym człowiekiem, trzeba mu tę wolność ograniczyć. Najlepiej tak, aby nie zdawał sobie z tego sprawy. Idealnym rozwiązaniem służącym zniewoleniu jest wpływ na emocje.

Powiemy ci, kogo masz lubić, a kogo nienawidzić. Rozbudzimy emocje, które będziesz uzewnętrzniał, dzięki czemu poczujesz ulgę. Pozbawimy cię przy tym możliwości dokonania obiektywnej oceny, bowiem pozbawimy cię myślenia. Myślenie ze swojej natury, to męczące zajęcie. Niewielu się na to decyduje. Podane na talerzu rozwiązania trzeba przyjąć, utożsamić się z nimi i poczuć wciąż rosnącą ekscytację.

W latach 90 ubiegłego stulecia (ależ to brzmi), podczas wyprawy do Afryki, uczestniczyłem w Zimbabwe w spływie rzeką Zambezi. Po kilku godzinach karkołomnej wycieczki, po pokonaniu progów wodnych wielkości domów jednorodzinnych, kilkukrotnym wypadnięciu z pontonu i otarciu się o ściany skalistego wąwozu, w końcu dotarliśmy na miejsce. Na małej plaży, gdzie tragarze złożyli namioty i inny, konieczny do rozbicia obozu sprzęt, czekał nasz przewodnik Moses. Każdy otrzymał szklaneczkę wódki (był to Smirnoff – „abstynenci” otrzymali cytrynówkę) jako lekarstwo przeciwko żyjącym w wodzie drobnoustrojom (ponoć szczególnym zagrożeniem była wywołująca niesolidności gastryczne ameba). Po wypłukaniu jamy ustnej i gardła, w dobrym tonie było wódkę połknąć, co też uczyniliśmy. Wkrótce rozpoczęła się biesiada i Smirnoffa zabrakło, zarówno w pamiętnym XIX wiek kufrze, jak i w skrzyniach po amunicji lokalnej armii. Moses zaproponował, że wyśle jednego z tragarzy na położony kilkadziesiąt metrów nad poziomem rzeki płaskowyż, gdzie zaparkował samochód z zapasami. Zaoponowałem, wspominając zdarzenie z poprzedniej nocy – około 300 metrów od naszego obozowiska duży drapieżnik (prawdopodobnie lew) zagryzł antylopę (rano ucztę kończyły sępy). Nasz przewodnik przez kilka minut myślał swoim biznes – mózgiem, aż w końcu znalazł rozwiązanie: „Jeżeli przez 30 minut tragarz nie wróci, wyślę drugiego”… Zabroniliśmy, ale wódka się znalazła. Zaproponowałem nagrodzenie tragarza kwotą 20 amerykańskich dolarów i wówczas Moses wyjaśnił mi, że będzie z tego nieszczęście, a wszystkiemu winne są emocje. Noszący nasze pakunki Murzyni pochodzili z leżących poza cywilizacją wiosek i byli bardzo biedni. „Jeśli masz jeden but, to dobrze – chronisz jedną nogę, jeśli masz dwa, jesteś szczęśliwy”. 20 dolarów to majątek. Posiadacz takiej kwoty ogłosi się bogaczem, a współplemieńcy to zaakceptują. Będąc w pozycji uprzywilejowanej, zabierze sąsiadom bydło, kozy, a może nawet i dzieci. Emocje będą się gromadzić i kumulować, aż w końcu wybuchną i posiadacz 20 dolarowego banknotu zostanie z wioski wypędzony (i będzie się mścił), a może nawet zabity (mścił się będzie wówczas jego duch). Pomimo prawdopodobnej zemsty, emocje przesłonią konsekwencje. Tak, czy inaczej, będzie nieszczęście.

Nie wiem, czy Moses historię wymyślił, czy też może sam chciał zostać posiadaczem 20 dolarów ekstra, tak, czy inaczej, tragarz otrzymał kilka dolarów i parę butów. Wyglądał na szczęśliwego. Zawodząc, śpiewał rzewne pieśni, stojąc na tle jaskrawo świecącego księżyca.

Zrozumiałem, że generowanie emocji daje dodatkową siłę, może wzbudzić radość, ale i nienawiść. Odsuwa na bok racjonalność dążąc do nagrody w postaci uzewnętrzniania podniecenia.

Wracając do Europy początku XXI wieku, – funkcjonujemy tak samo jak ludzie żyjący gdziekolwiek indziej, teraz, czy dawniej. Jakże często, na emocjach opieramy swoje postawy, działania, dążenia. Na nich opiera się również reklama – produkt musi być dobry, ale o produkcie mówi się mało. Przekaz ma dotrzeć do podświadomości, gdzie powinien pozostać w postaci pozytywnych doznań. Zakorzenić się tka głęboko, jak tylko możliwe i na tyle długo, abyśmy w to uwierzyli. Stajemy się konsumentami pozornie świadomymi, w rzeczywistości wyznając narzuconą nam religię.

To samo robią partie polityczne, które dążą do zagwarantowania sobie jak największej rzeszy wyborców. Wykrzykują hasła, utożsamiając się z tym, czy innym politycznym obozem, czasem robią to bezkrytycznie i bezmyślnie.

Dobrym przykładem wysterowania jest zawiść, czyli radość z potyczek innych ludzi. Tego rodzaju (pejoratywne) emocje, to już pewne stadium patologii. Nic dodać, nic ująć.

A może na otaczający nas świat należy spojrzeć przez pryzmat własnego egoizmu? Słowo „egoizm” kojarzy się negatywnie, ale chyba nie do końca jest to prawda. Ostatecznie nawet największy altruizm ma korzenie w egoizmie. „Jestem silny i bezpieczny, więc mogę dawać, by poczuć się jeszcze bardziej silny i bezpieczny” (opisuję to w innym felietonie). Czemu masz służyć innym, tym, którzy cię właśnie po to kształtują? Służ sobie. Rób to, co cię naprawdę cieszy. Zbieraj nagrody i czuj się spełniony. Będziesz zdziwiony, jak dobrze można żyć. Zobaczysz wówczas tłum otaczających cię niewolników, którym założono cugle i którzy wierzą w to, czy tamto, pompując pusty w środku balon.

Jeżeli odnajdziesz siebie, będziesz mógł poczuć smak spełnienia – ciągle to powtarzam i powtarzał będę. I jeszcze jedno (co także wciąż powtarzam) – wyrzuć z siebie śmieci, bowiem nie jesteś śmietnikiem. Masz do tego święte, naturalne prawo, jesteś bowiem człowiekiem.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.