XX. JAK PORADZIĆ SOBIE Z PROBLEMEM – CZY TO W OGÓLE MOŻLIWE?

XX. JAK PORADZIĆ SOBIE Z PROBLEMEM – CZY TO W OGÓLE MOŻLIWE?

Problem jest jak choroba – przed zachorowaniem trzeba się chronić, a jeżeli nie zdołamy tego zrobić, jak najszybciej musimy znaleźć skuteczne lekarstwo i poddać się terapii. Jeśli zaniedbamy ten moment, jesteśmy narażeni na postać chroniczną, a ta bywa oporna na większość znanych ludziom medykamentów.

Samo słowo „problem” ma w naszym umyśle wydźwięk negatywny. To coś niechcianego, coś czego do naszego życia nie zapraszaliśmy. Pojawia się nagle, bądź też się go spodziewamy. Kiedy już się pojawi, zmusza nas do przyjęcia pewnej postawy, do podjęcia określonego działania.

Problem jest przyczyną stresu, zaś stres nie pozwala nam funkcjonować zgodnie z naszą naturą. Nie pozwala nam wykorzystać potencjału naszej wiedzy i siły, wobec czego częstokroć stykając się z sytuacją niechcianą nie potrafimy właściwie zareagować (więcej na ten temat w felietonie pt „SADU” – ukaże się wkrótce).

Zatrzymajmy się na chwilę nad przypadkiem, kiedy problemu się spodziewamy. Już sama świadomość, że nastąpi coś, czego nie chcemy, daje dużo do myślenia. Skoro wiemy, że coś się wydarzy, to czemu nie starliśmy się tego uniknąć? Wielu rzeczy uniknąć się nie da. Robimy wówczas analizę, włączamy własne doświadczenia (przypominamy sobie podobne sytuacje, o ile w przeszłości wystąpiły) i wyobraźnię. Staramy się przygotować. Często, okazuje się że, duża (większość) tego, co przewidujemy może nas nie dotyczyć. Zupełnie niepotrzebnie powstaje dużo emocji, nerwów i lęku. Trudno jest dokonać właściwego, precyzyjnego pomiaru. Nie można też czekać na ostatnią chwilę, bo na reakcję może być za późno. Co zatem zrobić? Najlepszą metodą jest określenie konsekwencji w przypadku pojawianie się problemu. Jakie mogą być najbardziej bolesne, jakie mniej bolesne. Następnie mierzymy wartość spodziewanego bólu i podejmujemy decyzję – mierzymy się z problemem (czasem nie ma innego wyjścia), czy też przyjmujemy postawę tchórza i salwujemy się ucieczką. To drugi wyjście też nie przyniesie ujmy, jeśli jest oparte na rozsądku.

Bywa, że nie potrafimy być na tyle odważni, aby podjąć ważkie decyzje. Czasem są one nawet bolesne, ale konieczne. Wiele kobiet mieszka z mężem sadystą który pije i bije, ale nie robią nic, aby zmienić swoje życie. Decyzja jest trudna, jednakże konieczna. Można wyzwolić się z niewoli, by żyć, ale można też w niej pozostać i cierpieć przez całe dekady. Wiele osób boi się, że jeśli powie stop, będzie prześladowana. Może tak być, ale czy jest inne wyjście? Do podjęcia decyzji potrzebna jest chwila spokoju, racjonalna ocena sytuacji i rzeczywisty pomiar ryzyka.

Żyjemy w świecie cywilizowanym, w którym są instytucje i ludzie – fachowcy, którzy mogą nam pomóc. Musimy tylko chcieć.

Innym problemem, którego jesteśmy świadomi jest brak pracy i środków utrzymania. To naprawdę jest deprymujące, kiedy chcemy znaleźć zajęcie zgodnie z naszymi umiejętnościami i z kolejnych spotkań w potencjalnym pracodawcą wychodzimy z przysłowiowym „kwitkiem”. Konieczna jest samoocena. Czy nie mierzymy zbyt wysoko, a jeśli nie, to prawdopodobnie nie potrafimy się właściwie zaprezentować. Samoprezentacja, to połączenie zdolności naturalnego zachowania się i pewnego typu aktorstwa, czyli uwypuklenia cech przez pracodawcę pożądanych. Prezentacja powinna być niezbyt długa, konkretna, skierowana na potrzeby stanowiska pracy, poprzez pokazanie własnych umiejętności. Łatwo się mówi. Przed spotkaniem trzeba trenować. Napisać scenariusz, robić próby (najlepiej przed lustrem), a przy tym postawić się w sytuacji osoby, która będzie nas oceniać. Czy ja wybrałbym samego siebie? Jeśli tak, to dlaczego, jeśli nie, to jakie zrobiłem błędy? Za dużo mówiłem? Zbyt się przechwalałem? Moje umiejętności nie są dopasowane do obowiązków pracownika? Nie myślmy, że znajdziemy zatrudnienie za pierwszym razem. Kilka przegranych powinno nauczyć nas roli. Pamiętajmy też, aby się chwalić przedstawiając fakty, czy dane, rzecz jasna niezbyt nachalnie. Same słowa nie są przekonywające. Aby wzmóc zainteresowanie naszą osobą, dobrze jest zadać kilka prostych pytań, co wskaże, że jesteśmy zainteresowani oraz jedno, albo dwa pytania, które zmuszą naszego rozmówcę do myślenia – lepiej nas zapamiętają, zarówno w swojej świadomości, jak i podświadomości. A to zwiększa nasze szanse.

Wróćmy jednak do problemu. Wyobraźmy sobie, że problem pojawia się nagle. Nie spodziewaliśmy się tego. Stres, a po tym reakcja. Często spontaniczna i natychmiastowa. Zasadniczo to jest błąd. Zdenerwowanie nie służy znajdywaniu dobrych rozwiązań, a zbyt szybka decyzja jest nieprzemyślana, sytuacja nie pomierzona właściwa miarą i problem pozostaje nie rozwiązany, a często się rozrasta.

Oto sytuacja prawie, że traumatyczna. Dowiadujemy się, że jesteśmy chorzy na nieuleczalną chorobę. Na przykład jest to cukrzyca. Stwierdzenie, że każdy kiedyś umrze, raczej nas nie uspokoi. Automatycznie analizujemy swoje dotychczasowe życie, wpadamy w panikę, albo przyjmujemy to (co występuje nierzadko) z pozornym spokojem. Po pierwszym uspokojeniu nerwów, zastanawiamy się nad dalszym postępowaniem. Jest oczywiste, że każdy zdrowy psychicznie człowiek będzie szukał ratunku.

Nagle zdajemy sobie sprawę, że medycyna może nam pomóc, ale sami także mamy szansę na przedłużenie swojego życia. Musimy się zmobilizować. Zalecenia lekarzy, odpowiednia dieta i sposób życia. Po pewnym czasie akceptujemy się na nowo, znajdujemy radość. Człowiek szczęśliwy wcale nie musi być piękny, bogaty i sławny. Człowiek szczęśliwy zawsze jest za to piękny, bogaty i sławny. W depresję częściej wpadają celebryci niż zwykli zjadacze chleba. Przez niektórych, nieco złośliwych dziennikarzy, owi celebryci nazywani są „ściankowcami” – od pozowani na reklamowej ściance. Nic dziwnego, że bywają znerwicowani.

Problem pojawiał się. Stoczmy z nim walkę. Spójrzmy na niego z dystansu, co pozwoli dokonać właściwego pomiaru. Nasz bój ma przypominać starcie dwóch dzikich zwierząt. Jeżeli jesteśmy silniejsi – atakujemy, słabsi, uciekamy. Możemy siły poszukać u innych (przyjaciele, znajomi, instytucje), albo wzmocnić własne siły. Wszystko zależy od skali problemu – a to musimy ocenić obiektywnie. Każda komplikacja naszego życia ma określoną wartość fizyczną i pomiar jej cech jest możliwy. Tylko musimy to zrobić, a nie udawać, że nic się nie dzieje i czekać na negatywne konsekwencje. One nastąpią, to tylko kwestia czasu.

Alkoholik, czy narkoman, który nie przyjmie faktu, że jest uzależniony, będzie tkwił w nałogu i zmarnuje życie. Jeżeli zdaje sobie z tego sprawę i nie chce się z tym zmierzyć, to on sam problemu nie ma. Problemem nie jest to, co przyjmujemy, bowiem się z tym zgadzamy. To wolny wybór.

Łatwo się mówi, trudniej zmagać się z przeciwnościami losu. To prawda. Dlatego też, na ile to możliwe trzeba problemów unikać. Nasze przemyślane decyzje oraz środowisko, w którym żyjemy to nasz wybór. Powinniśmy stronić od ludzi i środowisk, które mogą wygenerować to, czego nie chcemy. Unikajmy ludzi fałszywych. Unikajmy ludzi, którzy swoje kłopoty przerzucają na innych (dogłębnie jest to opisane w felietonie „Kto ma małpę”).

Innym zagadnieniem jest brak zadowolenia z samego siebie, co prędzej, czy później stanie się problemem. Będziemy mniej, lub bardziej nieszczęśliwi, staniemy się apatyczni, zabraknie nam sensu w życiu i w ten sposób zafundujemy sobie depresję. Chorobę, którą trzeba leczyć. Można tego unikać.

Najczęstszą przyczyną braku samoakceptacji są zbyt wygórowane ambicje, trudno osiągalne cele, do których na dodatek zwykle nie dążymy. Chcielibyśmy, ale odkładamy to na później i ostatecznie nigdy nie zaczynamy dążyć do tego, czego pragniemy. Niczego nie odkładajmy na później. Nawet wizyty u fryzjera. Planujmy tak, aby nasze funkcjonowanie było racjonalne. To pozwoli na spokojniejsze, lepiej poukładane życie.

W przypadku celu bardzo trudnego, wprost nieosiągalnego, podświadomie czujemy, że nie warto trwonić czasu i energii, bo i tak nie poczujemy smaku zwycięstwa. Jednakże, gdy zaczynamy działać, mamy szanse na dojście do celu pośredniego, który także może cieszyć.

Najważniejsza zasada, aby uniknąć niechcianych problemów z samym sobą, to MIERZYĆ SIŁY NA ZAMIARY, DOBRZE OCENIĆ (POMIERZYĆ) CEL, ZAPLANOWAĆ AKCJĘ I NIE ZRAŻAĆ SIĘ NIEPOWODZENIAMI. PONADTO PAMIĘTAJMY, ŻE CZŁOWIEK JEST ZWIERZĘCIEM STADNYM – KAŻDY SUKCES TO TAKŻE NAGRODA, DOCENIENIE PRZEZ INNYCH LUDZI.

Jeżeli będziesz dość wytrwały, prędzej, czy później osiągniesz to, co da ci satysfakcję – taka właśnie droga pozwoli na poczucie smaku spełnienia. Na otrzymanie nagrody, która cieszy. Będziesz mógł wówczas sam się pochwalić i odebrać pochwałę od innych.

Spektakularny sukces, wybicie się ponad przeciętność, sława i powszechna popularność, to trochę jak wygrany los na loterii. Jest on trochę niebezpieczny, bo jak pokazuje historia sławnych ludzi, rzadko kończą oni dobrze. Zaś sukces na miarę własnych możliwości, to rzecz naturalna, przypisana każdemu człowiekowi.

I jeszcze jedno: musisz dążyć do swoich celów, innego wyjścia nie ma. Nie możesz nic nie robić, bo sam siebie, a inni też, uznają cię za roślinę. Chcesz być na przykład kaktusem? – to dopiero byłby problem – nierozwiązywalny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *