XIV. MONOLOG MISTRZA (część druga).

XIV. MONOLOG MISTRZA (część druga).

Monolog Mistrza – w nurcie przeznaczenia część 2.

Przed rozpoczęciem lektury, proszę o zapoznanie się z częścią 1 MONOLOGU MISTRZA.

Bez głębszego zastanowienia, tak od ręki, jesteś w stanie podać mi wiele przykładów błędów robionych przez tych, którzy wierzą w przeznaczenie. To baśniopisarze, którzy luki w swojej wiedzy zapełniają legendami. Ot, bajanie oparte o mity, historie dobre dla prostaków, ale nie dla wykształconego bałwana. Tylko bałwan bowiem, potrafi a priori zanegować coś, czego dogłębnie nie poznał. W epoce nowoczesnego kapitalizmu jest on idealnym elementem społecznym, łatwo bowiem go podporządkować i kierować nim, niczym nieświadomym swojej roli niewolnikiem.

Gdybyś miał pewność, że płynąc głównym nurtem poczujesz, co to szczęście i osiągniesz spełnienie; tak, tak, wówczas byś się…. może…. (ewentualnie)… zdecydował. Ale nie można tego udowodnić, więc nie zaryzykujesz. Za dużo fatygi, a nagroda mizerna, bo niepewna. Przed tym musiałbyś powyrzucać podpórki, puścić gałęzie drzew porastających cuchnące wody przy brzegu i obmyć się z błota. To rewolucja, na którą nie jesteś przygotowany. Tyle wokół łatwych nagród, po co zatem się wysilać. Nagrody, owszem są w zasięgu ręki, tylko jaką one mają wartość? Pewnie taką, jak fast-food dobry jest dla zdrowia (ale za to smaczny jest…).

Odwrócę teraz nieco sytuację. Jeżeli nie zaryzykuję dryfu w głównym nurcie, nigdy nie dowiem się, czy było warto. Wiem za to, że na pewno nie warto tkwić w szlamie, kaleczyć rąk o kolce rosnące na przybrzeżnych gałęziach i wciąż otaczać się wspornikami mającymi utrzymać mnie w pionie. Nie warto być zniewolonym przez patetyczne hasła tych, którzy tworzą z nas podstawę piramidy swoich korzyści. Nie warto być omamionym fałszem, choćby dawało to poczucie własnej wartości – a raczej złudne poczucie własnej wartości.

Nawołuję do rewolucji? Każda rewolucja to ofiary. W moim przypadku ofiarą będzie „ofiara losu”. Cel musi być ambitny, ale racjonalny. Stać mnie na wyrzeczenia i na podjęcie wyzwania, po to tylko, żeby się przekonać kto ma rację: ja obecny, czy ja inny? Wciąż powraca myśl, że może jednak lepiej spokojnie tkwić w mule. Trochę niewygodnie i nieco śmierdzi, ale niczym tu nie ryzykuję. Ponadto ta, nieco nadgniła kraina jest mi dobrze znana i czuję się tu w miarę pewnie. Trzeba zafundować sobie piwo, albo lody, albo ciastko z kremem, poczuć trochę przyjemności i jakoś to będzie. Muszę zatem kończyć, żeby zdążyć przed zamknięciem sklepu…

Żeby dostać się do głównego nurtu, który nas sam poniesie, konieczny jest wszakże warunek: musimy zdobyć się na wysiłek opóźnienia naczynia pełnego śmieci, które się w nim nazbierały. Sam je tak przez kolejne dni, miesiące i lata kolekcjonowałeś – wkładałeś i upychałeś, aby zmieściło się więcej i więcej. Od dawne ten kosz jest pełen i nic więcej się już do niego nie zmieści. Jeżeli w takiej sytuacji, siłą woli, ale przy tym bezmyślnie rzucisz się w główny nurt, jedne co odczujesz, będzie to zawód. Zaryzykowałeś, ale nie miało to sensu – takie będą twoje odczucia. Oto dryfujesz niesiony najszybszym strumieniem rzeki, nie wiadomo dokąd i po co. Balon napełniony toksycznym gazem. Śmieciami. Daleko do płytkich obszarów, choć mulistej, ale bezpiecznej mielizny, daleko do gałęzi, których można się chwycić. Nie ma podpórek. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Czujesz się ubezwłasnowolniony, bez możliwości decydowania o własnym losie. Szybko się buntujesz i choć nie jest to łatwe, strasz się dopłynąć do brzegu, gdzie wszystko jest znajome i, pamiętasz to dobrze, pod kontrolą. Pełne śmieci naczynie podąża za tobą, by zaryć się w mule. Jesteś nieszczęśliwy. Całą nadzieja na zmiany, na coś ponadczasowego, pękła jak mydlana bańka. Teraz wiesz, że główny nurt jest tylko centralnym strumieniem laminarnego przepływu wód rzeki i nic tam poza tym, spotkać się tam nie da.

Można przedstawić wersję drugą. Analizujesz swoje naczynie i wyrzucasz z niego śmieci. Wszystkie nazbierane przez dotychczasowe życie bezsensowne przywiązania, przyzwyczajenia i pamiątki, które stoją na półce i tylko zbierają kurz. Bez lęku otwierasz swoją skorupę. Stajesz się uczciwy i prawdomówny – jesteś na tyle silny, że stać cię na to. Odrzucasz nierealistyczne, niespełnione marzenia – po cóż mieć nadzieję, która nie ma szans na spełnienie? Odrzucasz też chęć zdobycia czegoś, co nie będzie cieszyć – czego zdobycie nie byłoby nagrodą (nie może nią być trofeum ze śmietnika). Przestajesz marnotrawić czas i energię. Weryfikujesz swoje możliwości i teraz mierzysz siły na zamiary. Powoli zaczynasz być zadowolony z tego co masz i z tego co jesteś w stanie osiągnąć. Stajesz się transparentny. Wyrzucone „pamiątki”, uczciwość i właściwy pomiar możliwości, to czynniki, które dają ci szansę, aby w głównym nurcie zanurzyć się w drogę swojego fatum i poczuć się spełnionym.

Jest jeszcze wersja trzecia – trzeba mieć szczęście. Może zdarzyć się okazja, że zostaniesz oczyszczony w mułu, brudu i opróżnisz naczynie ze śmieci przypadkowo. Co prawda, takie sytuacje nie zaliczane są do „komfortowych”, ale również pozwalają na osiągnięcie celu. W takim przypadku musi zdarzyć się przysłowiowa katastrofa. Tylko wówczas będziesz w stanie przewartościować swoje życie. Oto nagle stajesz się bezrobotnym, dowiadujesz się, że jesteś poważnie chory, albo z tych, czy innych powodów tracisz dorobek życia. Nie ma co się oszukiwać, dla człowieka jest to dramat. Tragedia. Sytuacja w której doznajesz szoku, bądź nawet traumy. Jeżeli przetrwasz to oczyszczenie i ockniesz się do życia, będziesz czysty i uleczony, gotowy na dotknięcie losu i drogę w kierunku przeznaczenia. Ale możesz też, krok po kroku wrócić do starej formy: nogi w mule, ręce pokaleczone, dusza też.

Wersja druga jest chyba lepsza. Mając wolną wolę, sam wybierasz. Czy będziesz miał pewność, że tak właśnie się dzieje jak byś chciał? Pewności nie masz, ale jesteś bacznym obserwatorem i wiele rzeczy udaje ci się zobaczyć. Masz duże życiowe doświadczenie – dlatego też masz możliwość wyciągnięcia odpowiednich wniosków.

Jestem Mistrzem. Moim brzemieniem jest doświadczenie i mam prawo (bo mi je dałeś), cię pouczać. Mam prawie 100 lat, ale nie ma u mnie śladu demencji – myślę czysto i logicznie.

A może jestem szaleńcem, który napisał właśnie kolejną baśń? Może jestem szaleńcem… Największym szaleństwem jest decyzja podjęcia postanowień, w celu oczyszczenia się z brudów. Powiesz mi, że ich nie widać. Człowiek jest w stanie stanąć w prawdzie o sobie tylko wówczas, gdy zrzuci maskę pozorów, którymi współczesny świat jest wypełniony po brzegi. Są one jak dymna zasłona, na której wyświetlany jest film pełen efekciarstwa i fałszu. Wychowany w takim środowisku i przyzwyczajony do niego, sam nie wiesz kiedy, uwierzyłeś w tę fabułę.

Wybieraj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *