Rozdział 19. Wyprawa – przygotowania – Natalia

Rozdział 19. Wyprawa – przygotowania – Natalia

Nie planowałem obiadu w restauracji, na mieście, ale tak się akurat złożyło. Poczułem narastający głód, stąd nagła decyzja o zjedzeniu befsztyka z brokułami w meksykańskim stylu. Do tego dobre francuskie wino, a na deser tor bezowy. Moje ulubione dania.

Natalia zamówiła to samo. Powiedziała, że mięso ssaków jada sporadycznie. Tym razem miała na nie ochotę. Nie rozpatruje bycia mięsożernym w aspekcie kanibalizmu, choć zdaje sobie sprawę z faktu, że zwierzęta takie jak świnie, czy krowy może nawet myślą, a na pewno czują i zdają obie sprawę z sytuacji w której się znajdują. Młoda kobieta wyznaje prostą zasadę, czyli prawo silniejszego. Można w łańcuchu pokarmowym być konsumentem, bądź materiałem na posiłek. Albo ty zjesz, albo zostaniesz zjedzony, nawet, jeśli miałoby to komuś zaszkodzić (o ile jesteś ciężkostrawny). Zwróciłem jej uwagę, że jej podejście do konsumpcji jest dość bezwzględne. Wyjaśniła, że takie jest życie i tu nie chodzi o jedzenie, ale o całokształt – jeżeli nie zdołasz wykorzystać innych, sam zostaniesz wykorzystany. Innych opcji nie ma. A uczucia? Uczucia prowadzą do klęski. Człowiek traci instynkt samozachowawczy, przestaje w sposób właściwy kontrolować sytuacje i ostatecznie przegrywa. Uczucia trzeba ukrywać i pokazywać je jedynie osobom, które kochamy, szanujemy, lubimy. Nie wolno ich upubliczniać. Przykładem może być człowiek zakochany. Przez innych postrzegany jest jako łatwy łup. Osłabiony uczuciem. Łatwy do schwytania i pożarcia przez egoistów, którzy tylko czekają na podobne okazje.

Zaniemówiłem. Kobieta – maszyna. Zachowywała się zupełnie inaczej niż na poprzednim spotkaniu. W żadnym calu nie wyglądała na pozbawioną rozsądku cielęcinkę. Dlaczego? Młoda, ładna, zgrabna, atrakcyjna dziewczyna. Skąd w niej tyle wyrafinowania?

Ona czuje się teraz jak rozbitek, który walczy o przetrwanie. Prawnik u którego odbywała staż, Jan Kowalski, nie przedłużył jej kontraktu. Nie miał takiej możliwości, bowiem pozbawiony na czas jakiś czucia, nie był fizycznie w stanie zrobić cokolwiek. Nie zrozumiałem o czym mówi.

Spojrzała na moją zdziwioną minę i wyjaśniła, że działała w obronie własnej. W obronie nietykalności. Jej szef bezczelnie zaproponował jej kontrakt, pod warunkiem, że będzie dla niego miła. Posunął się nieco za daleko i wówczas zadziałała w obronie własnej. Zrobiła to automatycznie, bez zastanawiania się. Kopniak w krocze, prawy prosty w splot słoneczny i kolejny cios w twarz. Ocuciła napastnika wodą z wazonu, rzucając nadwiędnięte już kwiaty mecenasowi w twarz. Tak zakończyła swoją przygodę z popularną kancelarią notarialną. Nie było świadków, nie zamierza też wnosić oskarżenia. Może przekroczyła warunki obrony koniecznej, ale jak do tej pory nie miała żadnego doświadczenia w tym zakresie. Może goście spod budki z piwem, wyćwiczeni w częstych fizycznych zmaganiach mają więcej wyczucia. Ale, gdy była menelem, żaden mężczyzna nie miałby na nią ochoty. Tym samym napastnik musiał pocierpieć relatywnie więcej.

To pewne, że prawnik zechce się zemścić. Będzie blokował jej karierę na tyle, na ile będzie mógł. Ona musi się do tego przygotować. Stąd spotkanie z mną. Ów Jan Kowalski jest winny całej zadymie związanej z decyzją mojej żony. „Zadyma” – jeszcze chyba jej nie ma, ale to kwesta czasu. Moja małżonka, przed wyjazdem do Amazonii odwiedziła biuro prawne Jana Kowalskiego. Oprócz testamentu zostawiła mu pełnomocnictwo dotyczące dysponowania jej majątkiem. Jako ostatecznego beneficjenta wskazała organizację non profit zajmująca się między innymi budową szpitala dla Indian. Honorarium biura prawnego wynosi 20%. To bandycka zapłata, ale ze względu na trudne warunki, duże ryzyko i tak dalej i tak dalej… ostatecznie podpisała zlecenia na 20%. Jeden z dokumentów potwierdzających zlecenie, przez nieuwag nie został podpisany i tylko dlatego egzekwowanie majątku zostało wstrzymane.

Natalia powiedziała, że notariusz i radca prawny w jednej osobie jest człowiekiem bez sumienia i bez jakichkolwiek skrupułów. Jeżeli uda mu się odnaleźć moją żonę i zdobyć podpis na dokumencie, nie będę miał żadnej szansy na obronę. Stracę połowę domu. Zostanę oskubany na tyle, na ile się da i czeka mnie kawalerka. Dlatego musimy działać.

Ja, owszem muszę działać, bo dla mnie to być, albo nie być, ale Natalia? Szuka zemsty? A może rzeczywiście nie ma szansy na robienie prawniczej kariery? Do czego chce doprowadzić poprzez naszą współpracę?

Zanim odpowiedziała, zamówiła whiskey. Aromat singe malt Taliskera dotarł do moich nozdrzy. Był przyjemny. Intensywny, ale nie drażniący. Tyle tylko, że trunek zupełnie nie pasował do dość finezyjnej dziewczyny. Pozory często mylą.

Jej były szef chce wykorzystać sytuację, aby przejąć jak największy udział mojej żony. Owe 20% to jedno, zaś jej udział w budowanym szpitalu, to drugie. Moja małżonka nie zaangażowała się w budowę szpitalnego kompleksu bezinteresownie. Sama wykłada małą część inwestycji, ale przy okazji stara się o fundusze z różnych innych źródeł. Kiedy uroczyście zostanie przecięta wstęga, będzie zarządcą ośrodka i otrzyma 15% udziałów od inwestora. Musi tylko doprowadzić budowę do końca. Mówiąc najkrócej, stanie się osobą majętną i mającą sporą władzę.

Chciałem coś powiedzieć ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Natalia zorientowała się, że jestem w szoku i zamówiła kolejne whiskey. Tym razem dwie podwójne. Dla siebie i dla mnie.

Czekałem na złość, która wkrótce powinna mnie opanować. Zostałem niecnie zdradzony. Po tylu latach wspólnego pożycia, moja żona postanowiła zmienić swój los i wzbogacić się. Nie miała najmniejszego nawet zamiaru zaproponować mi współudział i wciągnąć mnie w swój biznes. Z całym swoim babskim wyrachowaniem, w tajemnicy przygotowywała się do akcji. To musiało trwać miesiącami. Przez cały ten czas czekała na dzień, w którym uwolni się od rodziny i pogna w siną dal. Ku nowemu, lepszemu, ciekawszemu życiu, nam (czyli mnie i dzieciom) pozostawiając ochłapy.

Czekałem na burzę emocji, ale się nie doczekałem. Informacja powinna wzbudzić ekscytację nie do opanowania. Wentylem bezpieczeństwa byłoby okazanie niezadowolenia, złości. Nie doczekałem się jednak. Mój umysł pozostał trzeźwy i bardzo spokojny. Automatycznie rozpoczął analizę faktów i szczątkowych danych.

Doszedłem do dziwnego wniosku, że zazdroszczę mojej żonie. Zrobiła coś tak odważnego, że powinienem jej pogratulować. Zazdroszczę jej bohaterstwa. Przezwyciężenia stereotypów w których żyła. Szaleństwa. Decyzja którą podjęła, może jest dla innych krzywdząca, ale to mój punkt widzenia. Ja także mogłem byś szaleńcem i realizować swoje plany…

Popadłem w zadumę. Sporo się ostatnio zmieniłem i stać mnie na wiele. Mógłbym dokonać tego, czy owego i nie brak mi odwagi. Mój problem polega na tym, że nie mam żadnej wizji, żadnego marzenia. Na horyzoncie nie widać niczego, co chciałbym osiągnąć. Niczego, co mogłoby mnie spontanicznie cieszyć. Być dla mnie radosną nagrodą. Gdybym coś takiego znalazł, jestem gotów oszaleć. Ale nawet nie wiem gdzie szukać swojej pasji. A może należę do tych, którzy nigdy nie będą szczęśliwi. Przeżyję resztę życia byle jak, poprawnie, nudnie i bez poczucia spełnienia.

Bieganie na golasa, udawanie Hioba i szkolenie Osła, wszystko to nauczyło mnie opanowania emocji. Nie gromadzą się, by naraz wybuchnąć w niekontrolowany sposób. Ich energia raczej zamienia się na kinetykę działania. Nie zależy mi już na pozorach. Nie mam jednak celu. Sądzę, ze wyprawa w poszukiwaniu mojej żony, to nic innego, jak tylko ucieczka przed szara rzeczywistością. Może trochę też przed własnym tchórzostwem.

Natalia, po trzeciej porcji Taliskera była nieco wstawiona. Zapytała, czy mógłbym odprowadzić ją do domu. A jeśli zachowam się tak jak jej były szef? Stwierdziła, że może to być nawet nie najgorsze rozwiązanie. Cmoknęła mnie w policzek i wzięła pod rękę. Zaproponowała spacer. Za dwadzieścia minut dotrzemy do jej mieszkania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *