XI. NAJTRUDNIEJSZY POJEDYNEK

XI. NAJTRUDNIEJSZY POJEDYNEK

Poznać siebie – co aktualnie zaprząta twój umysł.

Kiedy przeciwnikiem jesteś sam dla siebie, każdy cios boli podwójnie.

„Wkrótce miała rozpocząć się walka. Czysta, bez jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz. Bez brudu rynsztoku, w którym to większość pospolitych zmagań się odbywa. Bez zakłamania ringu, gdzie zakłady za którymi stoją duże pieniądze modyfikują plan gry i wyznaczają zwycięzcę. W końcu, bez wpływu możnowładcy, który zawody organizuje i oczekuje określonego rezultatu.

Walka na śmierć i życie, w której zwycięzca zabiera wszystko, czyli możliwość dalszego trwania w zakłamanym, pełnym fałszu świecie. Pokonany zaś, przenosi się do krainy, w której natychmiast zostaje osądzony i uzyskuje nagrodę wiecznej radości, bądź trafia (co występuje niezmiernie rzadko) to otchłani, gdzie błąka się jakiś czas bez celu, by w końcu dotrzeć do któregoś z rurociągów mających ujście w morzu nadziei. W skrajnych przypadkach uzyskuje postać demona i zasiedla umysł człowieka.

Tom, dotychczas przyzwyczajony do wykonywania poleceń bez zadawania zbędnych pytań, tym razem wstrzymał się przed jakąkolwiek aktywnością. Siedzenie na ławce w parku, nie byłoby niczym dziwnym i nie wyróżniałoby mężczyzny spośród innych osób zajmujących miejsca na drewnianych szczeblach pomalowanych na zielono, gdyby nie fakt, ze pozostawał on w całkowitym bezruchu. Przypominał posąg.

Czekanie było czasem straconym, ale nie miał wyboru. Przeciwnik spóźniał się. Kiedy w końcu się pojawił, wychodząc powoli z gęstych zarośli, bezzwłocznie, wolnym krokiem skierował się w kierunku zielonej ławki.

Tom zobaczył samego siebie, swojego sobowtóra. Średniego wzrostu, mocno zbudowany, lekko łysiejący mężczyzna w wieku około czterdziestu lat, z każdą sekundą był coraz bliżej. Uniósł zaciśnięte pięści, co jednoznacznie wskazywało, jakie ma intencje. Dążył do konfrontacji.

Pojawiły się trzy różne scenariusze dotyczące tego, co zaraz nastąpi. Mógł uciec, nie ruszać się z miejsca, narażając się na pobicie, bądź też podjąć wyzwanie…”

„Ja idealny” jestem sam dla siebie wzorcem. Chociaż „Ja Idealny” różnię się od „Idealnego Ideału” (powiedzmy, że nieco mi do niego brakuje), powinienem dążyć właśnie do idealnego ja, to bowiem jest realnie osiągalne.

Aby poznać swojego przeciwnika – klona, musimy poznać samego siebie. Jest to tylko z pozoru łatwe. W rzeczywistości zaś, wcale nie takie proste. Musimy odsiać to, co nam się wydaje, od tego jacy naprawdę jesteśmy. W kolejnych rozważaniach pokażę cały szereg czynników, które wpływają na kształtowanie się systemu naszych zachowań.

Pierwszym, koniecznym etapem jest samoakceptacja. Musisz zaakceptować samego siebie. Nie próbuj przed tym uciekać. Żyjesz wśród innych ludzi. Zaobserwuj ich reakcje na twój temat. Czy witają się z tobą, kiedy się spotykacie? Czy rozmawiacie ze sobą? Czy masz znajomych z którymi się spotykasz? Czy czasem dzwonicie do siebie? Jeśli odpowiedzi są twierdzące, to znaczy, że osoby z twojego środowiska widzą twoją wartość. Jeśli byłaby zerowa, to by oznaczało, że nie istniejesz w świecie żywych. Inną ewentualnością jest mocne zrażenie do siebie otaczającego cię środowiska – w takim przypadku należy udać się po pomoc do psychologa, bądź psychiatry.

Ustalamy, że posiadasz określoną wartość. Na tej podstawie możesz i powinieneś dokonać samooceny. Ale, żeby to zrobić powinieneś poznać, co tak naprawdę zaprząta twój umysł. Najczęściej tego do końca nie wiemy. Jest jednakże sprawdzona metoda, którą wielokrotnie, z powodzeniem wypróbowałem na sobie.

Ćwiczenie. Aby uzyskać informacje dotyczące ćwiczenia pozwalającego na znalezienie myśli wypełniających naszą podświadomość, proszę o kontakt mailowy: refleksja.net@gmail.com

NIECO O FANTAZJOWANIU (NA ZDROWIE)

W znamienitej większości, ludzie są uwięzieni w kokonie ograniczeń, które sami sobie stworzyli. Rzeczywiste, naturalne ego człowieka jest zdeformowane przez otaczający go świat tradycji, przyzwyczajeń, nawyków, praw zwyczajowych, narzucanych mu wzorców, poszukiwania potrzeby bezpieczeństwa oraz potrzeby zrozumienia przez grupę społeczną, w której żyje. Ze wszystkich mogących destruktywnie wpływać na nas czynników, tradycje są najlepsze, ale one także mogą odciskać negatywne piętno na naszej psychice (mówią: „musisz”, przez co ograniczają własne zdanie – „musisz”, bo tak było zawsze i jeśli się nie podporządkujesz, możesz znaleźć się poza kręgiem wspólnoty).

Doskonale wiem, jak w danej, przeżytej już kiedyś sytuacji powinienem zareagować, co mi się podoba, a co nie jest w moim stylu, jak mam się zachować podczas rozmowy z szefem, itd., itp. Tylko, czy moje reakcje są naturalne, czy też wyuczone? Częstokroć tłumimy chęć do wyrażenia tego, co czujemy, byłoby to bowiem dla nas niebezpieczne. Nie powiem szefowi, że jest zarozumiałym osłem bez wyobraźni, korporacyjnym robotem, który umacnia swoją pozycję poprzez wytwarzanie dystansu i boi się merytorycznej konfrontacji. Nie zwrócę uwagi klientowi, że ma źle zorganizowaną pracę w swoim zakładzie, bo choć to widzę inaczej, to w końcu, to nie moja sprawa. Nie będę starał się o względy kobiety, która nie jest w moim typie. I nie będę miał z tych powodów wyrzutów sumienia, ani żalu do siebie samego, że na przykład mógłbym coś zmienić, bądź zwrócić na siebie uwagę atrakcyjnej pani (ale nie w moim typie). To samo dotyczy kobiet w stosunku do mężczyzn.

A może powinienem porozmawiać z szefem o jego postawie, ryzykując bycie na cenzurowanym, a być może nawet utratę posady? Pokazać klientowi, że organizacja pracy wymaga zmian, ryzykując brak sprzedaży? Poznać bliżej kobietę, która nie jest w moim typie? Może tylko mam jakieś nieuzasadnione lęki (albo kompleksy i obawiam się ośmieszenia), a ona jest osobą, której tak naprawdę pragnę?

Co do pierwszych dwóch obiekcji, nie mam wątpliwości, że można podjąć delikatną próbę zwrócenia uwagi. Nie ma sensu podejmować otwartej walki, bo narazimy się na straty, ale nie można też pozostawić tych spraw obojętnie. Jeżeli chodzi o archetyp partnera, to obraz naszego ideału nie koniecznie musi wywodzić się z odczuć naturalnych. Najczęściej to wzorzec narzucony, bo taki typ urody jest powszechnie uznany za atrakcyjny, bo dana osoba jest podobna do mojego rodzica, bądź odwrotnie, jest tego zaprzeczeniem, bo taki typ urody ma partnerka/ partner kogoś, kto jest dla mnie „guru”. Często jest to także podobieństwo do aktora/ aktorki, albo innej osoby powszechnie znanej, naszej ulubionej. Mamy tu do czynienia z narzuconym schematem, sztucznie stworzonym wzorcem, w co stopniowo zaczynamy wierzyć i co zagnieżdża się w naszej podświadomości. Trzeba uważać, aby przypadkiem przysłowiowa „plastikowa lala” nie stała się tworem najdoskonalszym…

W ten sposób powstają „moje ideały”, które są mi dane w prezencje przez środowisko w którym żyję, ale ten podarek sprawia, że zaczynam funkcjonować według algorytmu, który zastępuje reakcje naturalne. Gdzieś głęboko w umyśle pojawia się (najczęściej nieświadomy) bunt przeciwko niewolnictwu, lecz nie wpływa on bezpośrednio na system naszych zachowań. Jest skrzętnie ukrywany pod dywanem tresury, którą przeszliśmy. Czasem budzi się, zniewala przyzwoitość i wybucha. Ta erupcja nazywana szaleństwem występuje, gdy nasze prawdziwe ego, dążąc do prawdy, nie wytrzymuje wytworzonego ciśnienia. Co jest bardzo istotne – konsekwencje nie są wówczas brane pod uwagę. Szaleństwo jednakże nie jest dobrym wentylem bezpieczeństwa. Lepsze są marzenia. Najlepszym zaś zdanie sobie sprawy z rzeczywistości.

Ciąg dalszy nastąpi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *