Rozdział 15. Ucieczka ze schematu i gorzki smak klęski

Rozdział 15. Ucieczka ze schematu i gorzki smak klęski

Ucieczka ze schematu i gorzki smak klęski

Nic mnie nie cieszy. Nawet rola wiejskiego głupka w przedstawieniu. Krytycznie popatrzyłem na swoje życiowe dokonania. Mało tego. Dom, dwoje dzieci, przyzwoita praca… trochę wysiłku, trochę szczęścia i poprawy instynkt samozachowawczy. To niewiele, wobec zmarnowanego czasu i niewykorzystanych możliwości. Zrobiło mi się smutno.

Smutek, by wkrótce przerodził się w apatię. Poczułem się zrezygnowany. Obojętność rosła i rosła, jak nadmuchiwany balon. W końcu opanowała całe moje wnętrze. Siedziałem w bezruchu, tępo wpatrzony w ścianę. Pomyślałem, że już nic nie jest w stanie mnie ucieszyć.

Dość miałem Osła z jego szkoleniem opartym o jakże dziwne metody. Na samą myśl o spotkaniu z moim osobistym trenerem dostawałem teraz gęsiej skórki. Dzwonił do mnie trzykrotnie, ale miałem najmniejszej nawet ochoty na rozmowę z zarozumiałym psychiatrą.

Kiedy chandra opanowała mnie całkowicie, zapragnąłem pójść do łóżka. Przykryć się pledem i zasnąć kamiennym snem. Wcześniej wyszedłem z biura – chyba po raz pierwszy nie miałem z tego powodu wyrzutów sumienia. Samowolnie opuściłem miejsce pracy. Nikt jednakże nawet mnie nie zapytał, czemu wychodzę o 13.30. Nikogo to nie obchodziło. Nikogo ja nie obchodziłem. Pewnie stałem się niepotrzebny. Nieważne. Pomyślałem, że ja też mam swoich współpracowników, z szefuńciem na czele tam, gdzie słońce nie dochodzi. To banda cwaniaków i nieudaczników. Ciągle dużo gadają i mało pracują. A czują się ważni, jakby losy świata zależały właśnie od nich. Na pożegnanie trzasnąłem drzwiami. Też bez efektu. Może gdybym stłukł szybę, albo wylał herbatę na czyjeś biurko, wówczas stałbym się widzialny? Nie będę się wracał. Innym razem coś zbroję. Aby był dobry efekt, użyję gaśnicy. Ostudzę nieco zapalczywość niektórych urzędasów. W niższej temperaturze wszystko zwalnia – ruch atomów staje się leniwszy.

Obudziłem się około 20,00. Chandra trzymała mnie bez zmian, czyli silnie. Zdecydowałem się na odwiedzenie pobliskiego baru. Schabowy, ziemniaki ze słoniną i zasmażana kapusta. Do tego dwa zimne piwa. Rozkosz. Piwo zastąpiłem wódką. Na zakąskę tatar i woda do popicia. Delicje. Z każą chwilą czułem się coraz lepiej. Dobry nastrój powracał powoli.

Myślałem, że ze swoją, podrapaną twarzą idealnie komponuję się ze środowiskiem baru, ale zdaje się tak nie było. Podszedł do mnie jakiś pijaczyna i próbował coś powiedzieć, ale z mówieniem miał spore trudności. Sądziłem, że chce, aby mu postawić wódkę, lecz chyba nie miałem racji. Na moją propozycję wydął usta w grymasie niezadowolenia i mimo faktu, że ledwie trzymał się na nogach, wyprowadził cios. Prawy sierpowy nie dosięgną celu. Duży zamach za to spowodował utratę równowagi bojownika, który wydobywając z siebie nieprzyjemne charczenie runął na sąsiedni stolik. Siedzący przy nim mężczyźnie zareagowali błyskawicznie. Z drugiej części baru usłyszałem okrzyki „biją Stefana” i zaczęło się. Zupełnie jak na Dzikim Zachodzie. Bijatyka w barze. Wszyscy zmobilizowani i pełni sił. Zarówno klienci, jak i obsługa spelunki. Nie mogłem się nie włączyć do akcji – jako jedyny, nieaktywny, wyglądał bym dziwnie. Nie chciałem już się wyróżniać z tłumu. Jako, że nie byłem jeszcze zbyt pijany, szło mi całkiem dobrze. Wraz z barmanem i kucharzem, we trzech opanowaliśmy sytuację, zanim jeszcze pojawiła się policja. Wypiłem kolejne dwie setki wódki. Poczułem się odprężony, spełniony i co najważniejsze, całkiem spokojny. Pomimo, że walczyłem w słusznej sprawie (po stronie barmana i kucharza), wraz z innymi obwiesiami, zostałem aresztowany.

Osioł zabrał mnie z aresztu o północy. Mam się nigdy nie dowiedzieć, skąd wiedział, że zostałem zatrzymany, ani też, jakich argumentów użył. Odzyskałem wolność i to mnie ucieszyło. Radość z wolności – zrozumie to tylko ten, któremu wolności zabrakło. Nadal byłem otumaniony alkoholem. Stan dobrego samopoczucia powoli mijał i zaczynał się proces mający doprowadzić do powrotu, do właściwiej dla organizmu człowieka homeostazy. Proces, ten jest niestety powolny i połączony z niemałym cierpieniem. Ze względu na duże braki w alkoholowym treningu, mój kac miał być dotkliwy i taki był.

Rano obudził mnie ból głowy i narastające nudności. Czułem się fatalnie. Syn, ze zrozumieniem pokiwał głową. Przyniósł mi 2 pastylki ibuprofenu oraz mętny płyn – mieszaninę minerałów. Ponownie przyłożyłem głowę do poduszki. Ostatecznie, lepiej poczułem się około 4 po południu. Cały dzień był zmarnowany.

Osioł wezwał mnie do siebie. Byłem mu wdzięczny, ale on nawet nie wspomniał o moim zatrzymaniu przez policję. Stwierdził, że to musiało nastąpić. Mój upadek był tylko kwestią czasu. I tak dość długo się trzymałem. To, że w końcu zwątpiłem jest rzeczą ludzką, naturalną i powszechną. Być może zatem cały zbiór pijaczków z baru to ludzie, którzy akurat nie podołali życiowym wyzwaniom i byli w fazie upadku? W większości, co prawda rozciągniętego w czasie… Mój personalny trener wybuchnął szczerym śmiechem.

Podobno, jeszcze trochę mogłem budować wokół siebie mur obronny i starać się o kolejne podpórki, ale to by i tak nic nie dało. Konstrukcja oparta na glinianym fundamencie musiała runąć. Teraz powinienem się otrzepać i powstać. Już wiem, że wódka jako lekarstwo, nie jest dobrym medykamentem. To tylko przekładanie problemu na później. Ucieczka donikąd. To, co mnie nęka i tak powróci. A co mnie nęka? To, z czym nie mogę sobie dać rady, to ucieczka mojej żony. Ona odważyła się na tak szalony krok. Jest w pewnym sensie bohaterem. A ja? Moim szaleństwem jest spacer po osiedlu i rytmiczne uderzanie w ogromny bęben. Porównując moją żonę i mnie to jakby zestawić pudełko od zapałek z drapaczem chmur. Wypadłem nędznie. Podświadomie nie daję sobie tym rady. Ona okazała się lepsza, choć przez tyle lat wydawała się być domową kurą. Ja, na pozór silny, robiący karierę i poukładany macho, wyglądałem blado. Przegadałem na punkty i przez knock-out. Moje ego buntuje się i będzie mnie to męczyć do momentu, w którym przyznam się do tego i uznam wyższość kobiety. Alternatywą jest pogrążenie się w szaleństwie o stopniu irracjonalności większej niż budowanie szpitala dla Indian w amazońskiej dżungli. Chociaż to, co ona robi, wcale nie jest niedorzeczne. Może się tak tylko wydawać – taki osąd będą mieli ludzie, których fantazja nie wychodzi poza fabułę bajek na dobranoc, czyli w 99,9%.

Osioł nie powiedział mi tego wcześniej, bowiem i tak bym nie uwierzył. To jego gra, czy też rzeczywiście jest aż tak doświadczony? Było dla mnie zaskoczeniem, że bez najmniejszego nawet wahania zgodził się zagrać rolę znachora – zielarza w naszym amatorskim teatrze. Chce być aktorem, czy może to kolejna część terapii?

Postanowiłem pójść na długi spacer. Zachowując niezmienną,stosunkowo dużą prędkość i rytm, miałem nadzieję wyzwolić to, co tkwi w mojej podświadomości. Po 30 – 40 minutach stałego wysiłku, myśli zaczynają okładać się w logiczne ciągi. Wychodzi to, co zostaje pod powierzchnią, kiedy różnorakie bodźce przeszkadzają w ujawnieniu się skrytych myśli. Byłem obok paku, gdy zadzwonił telefon. Asystentka prawnika mojej żony mówiła szybko. Była mocno podekscytowana. Zdarzyło się coś, co muszę wiedzieć, ale to nie jest informacja, którą można przekazać przez telefon i spotkanie jest konieczne. Ponadto, ona się ucieszy, że mnie zobaczy… Spotkanie wyznaczyłem na wczesne popołudnie – za kilkanaście godzin. Może, dzięki temu zatęskni za mną bardziej – uśmiechnąłem się sam do siebie. Nauki Osła nie idą w las.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *