Rozdział 12. Prezent od żony i początek pojedynku z klonem

Rozdział 12. Prezent od żony i początek pojedynku z klonem

Prezent od żony i początek pojedynku z klonem

Niski, łysy i otyły jegomość, będący w nieokreślonym wieku, siedział naprzeciwko mnie i mówił. Mówił, mówił i mówił. Jak kataryna, usta mu się nie zamykały. Wyjaśniał. Przedstawiał sytuację, decyzję propozycję. Ja zaś, zaniemówiłem. Szok sprawił odrętwienie, zarówno myśli, jak i ciała.

Prawnik, pełnomocnik mojej żony, która zniknęła gdzieś w amazońskiej puszczy ponad miesiąc temu. Co pewien czas dawała znak życia w postaci krótkiej rozmowy telefonicznej z córką bądź synem, ale do mnie nie odezwała się w ogóle. To, co usłyszałem, wprawiło mnie w osłupienie.

Po ponad ćwierćwiecznym, wspólnym pożyciu, moja małżonka właśnie proponuje rozwód. Nie ma na tyle cywilnej odwagi, aby do mnie zadzwonić i powiedzieć to osobiście, tylko nasyła na mnie małego grubasa z poważnymi brakami w owłosieniu. To jej mecenas. Pewnie zaufany.

Najsprawniej będzie, jeśli podzielimy majątek notarialnie i w sądzie wyrażę wolę zakończenia naszego małżeństwa. W innym wypadku cała procedura potrwa dużo dłużej, narażę się na koszty, a i tak, ostatecznie ona osiągnie swój cel. Prawnik wyglądał na pewnego siebie. Drażniła mnie jego bezczelność i fakt, że traktuje mnie jak głupka, któremu można wszystko wmówić. Wystarczy tylko używać mądrych słów i prawniczych sformułowań.

Z szujowatym uśmieszkiem (tak to odebrałem), wyjaśnił, że są i dobre strony tej sytuacji. Będę wolny jak przysłowiowy ptak i tym samym będę miał szansę na nowy związek. Ponadto, mamy tylko cywilny ślub, wobec czego mogę na przykład się nawrócić – oprócz grzechu cudzołóstwa, od strony formalno-prawnej, nic więcej się nie przydarzyło, wobec czego w przyszłości mogę nawet wziąć ślub kościelny. Okazał się być nie tylko mecenasem, ale także filozofem – moralistą. Może mógłby być nawet przewodnikiem duchowym. Najlepiej, gdyby stał się przewodnikiem na elektrycznym krześle – polałbym go wodą, aby się nie podsmażył – nie znoszę przykrego zapachu spalenizny. Już lepszy, naturalny smród gnoju.

Podział majątku też jest prosty. Jedyną wspólną rzeczą, którą posiadamy jest dom – szeregowiec. Wart jest 2 miliony złotych. Podzielimy się pieniędzmi. Będą sobie mógł na przykład kupić mieszkanie…

A dzieci? Są dorosłe i niech sobie radzą. Zaproponowałem, że kupimy 2 kawalerki, dla córki i syna, a pozostała kwotą się podzielimy. To będzie sprawiedliwe. Ale na to nie uzyskałem zgody. Moje pojęcie sprawiedliwości nie opiera się o empiryczne myślenie, tylko o tak zwane prawo zwyczajowe. Prawo ludu w tym przypadku się nie liczy. Jeżeli już tak naprawdę chcę być miłosiernym dla potomstwa filantropem, to ewentualnie (za milion) mogę kupić trzy kawalerki; dla siebie i po jednej dla każdego dziecka. Może jeszcze mi powie, abym zbierał makulaturę i butelki – pełno tego w śmietnikach, to będę miał dodatkowy przychód, na przykład na piwo…

Aby był doskonałym przewodnikiem, połączyłbym go do prądu w kilku newralgicznych miejscach, niech czuje, to co czuć powinien – tak, jak powinien to poczuć, czyli gruntownie.

Mojej żonie pieniądze są bardzo potrzebne. Ratalna spłata domu nie wchodzi w rachubę. Budowa szpitala w dżungli ruszyła pełna parą i każdy grosz teraz się liczy. Ona sądzi, że ja to zrozumiem i nie będę stwarzał problemów. Szpital dla indiańskich plemion z Amazonii to rzecz niezmiernie ważna, dar serca.

Z domu, gdzie mam salon, swój gabinet i sypialnię, miałbym przeprowadzić się do ciasnej kawalerki, położonej w bloku, gdzie większość mieszkań jest wynajmowana. Narażony na klaustrofobię, bezsenne noce (są tam ciągłe imprezy) i widok niedoczyszczonych klatek schodowych. Narażony na widok windy na której ścianach widać rysunki damskich biustów i męskich genitaliów. Zdaje się, że moja małżonka potrzebuje psychiatrycznego leczenia. To, co ze mną robił dotychczas Osioł, to w porównaniu z obecnym wyzwaniem, jest przysłowiowa bułka z masłem. Trochę naturyzmu, ciężka praca, siedzenie na gnoju i bliskie spotkania ze świńskimi ryjami. Wszystko to wydało mi się naraz dobrą, wesoła zabawą.

Poczułem, że za chwilę, z mojego wnętrza uleci to, co zastąpiło śmieci. Powstanie chwilowa pustka, która wypełni się gorącą lawą. I niekłamaną chęcią podłączenia bezczelnego typa pod odpowiednio wysokie napięcie.

Dupek – prawnik zakończył swoją mowę i uśmiechając się głupawo, poradził mi, abym nie stwarzał problemów, bo w ten sposób mogę tylko utrudnić sobie życie. Pogroził mi pacem, jakby chciał oznajmić, że to on rozdaje karty. Potraktował mnie jak istotę podrzędną. Puściły mi nerwy. Nie dałem jednak tego po sobie poznać. Bezczelna kreatura wyciągnęła do mnie dłoń na pożegnanie. Powiedział, że nie radzi się opierać, bo wówczas będę miał kłopoty i on się o to postara. Bo co, bo będę miał kłopoty? Zaczął mi grozić? Odwzajemniłem się prawą ręką. Najpierw ścisnąłem wątła dłoń, tak, że kości zatrzeszczały. Po chwili, wystąpiła wyraźna przewaga emocji nad rozumem. Trafienie sukinsyna w splot słoneczny sprawiło, że mi się pokłonił. Nie miał żadnego śladu na ciele – nie miał dowodu na moją agresję. Zdałem sobie z tego sprawę i wyprowadziłem kolejne, celne uderzenie. Złapałem czerwonego ze złości, a może z bólu mecenasa za poły marynarki i powiedziałem mu, co o nim myślę. Nic nie odpowiedział. Nie zagroził mi policją, ani oskarżeniem o pobicie, bo pewnie się bał. Ponadto nie miał świadków, ani śladów na ciele. Jedyne, co mógł zrobić, to się mścić podczas rozwodowej rozprawy. Odprowadziłem małego, łysego grubasa do windy, wciąż trzymając go za marynarkę. Oświadczyłem, że jeżeli będzie mnie nachodził, albo terroryzował w jakikolwiek inny sposób, to roszczę sobie prawo do samoobrony. Ewentualnie spotka się z ochroniarzem, jednookim Edmundem, byłym bokserem wagi ciężkiej, który zwykle nie rozumie, co się do niego mówi, ale w swoim fachu jest wprost niezastąpiony. Ponadto uwielbia on eksperymenty z prądem. Wsiadając do windy, osobnik, który był reprezentantem mojej żony, miał strach w oczach. I dobrze mu tak. Edmund, co prawda nie istniał, ale nie wszyscy muszą o tym wiedzieć.

Osioł się zmartwił. Moje reakcje uznał za właściwe, pomijając walenie prawnika w żołądek i straszenie go wyimaginowanym Edmundem. Cała reszta była OK. Nawet krzesło elektryczne, ale pod warunkiem, że pozostawało tylko w wyobraźni. Jednakże sytuacja stresowa, która wystąpiła w momencie zapełniania mojego wnętrza nowymi, teatralnymi wyzwaniami, jest niebezpieczna. Wobec nieprzewidzianych, bardzo poważnych problemów, teraz właśnie mogę przegrać pojedynek z samym sobą. Walka z własnym klonem, to nie lada wyzwanie. Dotychczas byłem nieco silniejszy. Stres mnie osłabił, a może być jeszcze gorzej – mogę upaść i się nie podnieść. Wówczas, albo zejdę na złą drogę, albo popadnę w depresję tak silną, że bez leczenia szpitalnego z niej nie wyjdę. Może to się też skończyć chorobą psychiczną, albo szukaniem ucieczki w jakimś nałogu – postawił na alkoholizm.

Jestem jak małe, potrzebujące opieki dziecko. Dotychczasowa terapia Osła to szczepionka. W pierwszej fazie szczepionka działa negatywnie – to obce dla organizmu antygeny, które osłabiają organizm. Nie są zabójcze i układ immunologiczny rozpoczyna walkę. Organizm się wzmacnia i zyskuje odporność. Ale to już etap kolejny. Ja jestem tym osobnikiem, który będąc w fazie osłabienia, został dodatkowo zakażony. Potrzebuję natychmiastowej, silnej terapii.

Jestem na dobrej drodze, aby wyzwolić się z niewolnictwa współczesnego świata. Wówczas będę mam szansę na skuteczną modlitwę – modlitwa to nie proszenie, to działanie, tak jak pokora to nie słabość, a siła. Żebrak może otrzymać grosik, człowiek pyszny stanie się pustym w środku balonem. Opatrzność pomaga tym, którzy są prawdziwi i się starają, czasem nawet daje im prezenty… Teraz mogę stracić swoją unikalną szansę. Nie mogę się zachwiać, to jeden z najgorszych momentów w procesie terapii. Muszę zmierzyć się z problemem i go pokonać. Każda walka ma swojego zwycięzcę. W takich przypadkach, jak mój, remisy nie istnieją. Nie ma też ustępstw i negocjacji. Szukani kompromisu, to strata czasu. Albo wygram, albo cały dotychczasowy trud pójdzie na marne. To tyle z mądrości doświadczonego terapeuty. Po raz pierwszy widziałem Osła zdenerwowanego. Sprawa rzeczywiście musiał być poważna, skoro stary wyjadacz nie potrafił ukryć emocji.

Przypomniał mi się Hiob. Utracił swoją ufność, bowiem wciąż mówiono mu, że spotkała go niesprawiedliwość, w co w końcu uwierzył (inni, tak zwani przeciętni, uwierzyliby już po minucie siedzenia na pryzmie gnoju, z ciałem we wrzodach). Chce sprawiedliwości dlatego rozpoczyna targowanie się ze Stwórcą.

Ja nie chcę się targować. Moja żona nagle stała się wrogiem, którego pragnę pokonać. Zniszczyć. Znokautować, tak, żeby poczuła własną niemoc. Podobnie jak w pojedynku z własnym klonem, nie ma tu miejsca na rokowania. To walka na śmierć i życie. Albo zwyciężę, albo zginę – innego wyjścia nie ma.

Od jutra pójdę na urlop. Razem z Osłem wyjeżdżamy na wycieczkę. Na tydzień. Potrzebne mi będzie sportowe ubranie, dobre trekingowe buty oraz gotówka. O resztę zadba mój szkoleniowiec.

Mam wytrwać do jutra. Muszę pamiętać o najważniejszym puncie dnia. Dzisiaj mogę zrezygnować z diety i napić się piwa, ale nie więcej niż trzy butelki.

Kiedy w domu stanąłem nago przed lustrem, zobaczyłem innego człowieka. To nie byłem ja. Zmniejszony znacznie brzuch, twarz bardziej pociągła, uwydatnione mięśnie ramion i nóg. Sam się sobie spodobałem. Osiągnąłem mały sukces.

Czekające mnie stresy związane z rozwodem, podziałam majątku i ewentualną stratą domu i to będzie duże wyzwanie. Mogło by być gorzej, gdybym nagle dowiedział się, że mam raka mózgu. Jeszcze raz popatrzyłem na własne, lustrzane odbicie, po czym poszedłem do kuchni. Otworzyłem wszystkie trzy piwa i po kolei wylałem je do zlewu. Wciąż walczę. Było blisko do nokautu, ale nie znalazłem się jeszcze na deskach życiowego ringu. Jeszcze nie teraz.

Zrobiło mi się smutno. Poczułem się bezsilny. Zamknąłem się w sypialni i słuchając Grechuty poczułem spływające po policzkach łzy. Piwa, ewentualnie napiję się jutro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *