Rozdział 11. Jałowy jak pustynia i pusty jak bęben oraz trzy mózgi służące przyjemnym doznaniom

Rozdział 11. Jałowy jak pustynia i pusty jak bęben oraz trzy mózgi służące przyjemnym doznaniom

Jałowy jak pustynia i pusty jak bęben oraz trzy mózgi służące przyjemnym doznaniom

Osioł mnie obraził. Tym razem przesadził. Powiedział, że jestem jałowy jak pustynia i pusty jak bęben. Zrobił to z premedytacją. Celowo. Pewnie oczekiwał z mojej strony ostrej reakcji. Wszystko, po to, aby wykazać, że ma rację – w myśl zasady: „Uderz w stół, a nożyce się odezwą”.

Pustynia kojarzy mi się z piskiem po horyzont, zaś bęben z instrumentem dziadka – strażaka. Piasek jest czysty, bęben także zawsze był zadbany. Po krótkim namyśle zapytałem, czy już nie jestem pełnym stęchlizny śmietnikiem? Tak mnie jeszcze niedawno nazywał, impertynent jeden.

To wytraciło go z równowagi. Zająknął się nawet, ale trwało to krótką chwilę. W każdym razie nie osiągnął swojego celu – nie nastąpiła erupcja złości, szybko wypowiadanych, być może nawet niegrzecznych słów. Pytanie zadałem całkiem spokojnie. Nauczyłem się już trochę od starego wyjadacza – cwaniaka.

Tymczasem pozbyłam się śmieci, ale śmietnik pozostał. Ma cuchnące ściany i nadal nie jest niczym innym, tylko śmietnikiem. Klapę ma otwartą na oścież i zaraz przez ten otwór wlecą nowe śmieci – prawdopodobnie gorsze, bardziej cuchnące, w stanie permanentnego rozkładu. Dotychczasowe śmieci, choć wypełniały moją dusze po brzegi, nie były niebezpieczne – dość swojskie, łatwe do usunięcia, nie były też przyklejone do ścianek pojemnika. Jestem jak ktoś, kto jest bardzo głodny – dotychczas jadłem byle co, ale lekkostrawne, teraz mogę napełnić się czymś, co w porównaniu do zawartości szamba jest przysłowiowym ciastkiem z kremem. Muszę zamknąć klapę.

Metafory mojego nauczyciela wyprowadziły mnie z równowagi, ale wciąż udało mi się zachować stoicki spokój i wysłuchać, że jeśli się nie zmobilizuję, może być dużo gorzej. Osioł powinien on pracować w firmie zajmującej się śmieciami, szambami i kanalizacją. Fekaliami i innymi tego typu wspaniałościami. Jego porównania sprowadzają się właśnie do tego. Są też wyjątki, jak kupa gnoju – to przeżycie akurat było pouczające i odbieram je pozytywnie.

Przestałem pić piwo, oglądać telewizję jak leci, stosuję dietę, tak, że schudłem już blisko 5 kilogramów, a na dodatek codziennie ćwiczę. Widzę wyraźny postęp, ale mój trener przewiduje kryzys. Piwo mogę zamienić na wódę, albo na narkotyki, telewizję (jak leci) na pornosy, nie zdołam wytrwać i zarzucę ćwiczenia fizyczne. W efekcie złych przyzwyczajeń, przytyję. To wszystko sprawi, że się załamię, przestanę się szanować i tylko głębiej zanurzę się w nowe, gorsze nawyki. Będę potrzebował natychmiastowej nagrody, której wartość będzie rosła… i tym samym zacznę się staczać (po równi pochyłej – tak to nazwał). Stanę się pacjentem psychiatry i będę wymagał terapii, być może nawet w ośrodku zamkniętym.

Mózg człowieka składa się z trzech części: mózgu gadziego, ssaczego (limbicznego) oraz kory mózgowej. Gadzi to funkcje fizjologiczne jak ruchy jelit, krążenie, reakcje odruchowe w sytuacjach zagrożenia. W limbicznym tworzą się emocje. Przypomniała mi się pani Jadzia – ona miała duży wpływ na tą część mojego mózgowia. Osioł stwierdził, że to typowe dla okresu godowego ssaków. Wyobraziłem sobie, że byłem jak jeleń na rykowisku – gotowy do starcia z innym jeleniem, by móc posiąść będąca w rui łanię. Usłyszałem, że moje myślenie jest prymitywne, a poza tym nadal bardziej przypominam Barana niż jelenia.

Kora mózgowa, to jest to, co u człowieka jest wyjątkowe. Perspektywiczne myślenie, pełne zdawanie sobie sprawy z własnego ja oraz przemijania. Tak to funkcjonuje u zdrowego psychicznie człowieka – u mnie też – to komplement, czy stwierdzenie faktu, a może kolejny trik w ramach szkolenia?

Dzięki korze mózgowej, dzięki logicznemu myśleniu, możemy w sposób aktywny, przewidywalny i bardzo skuteczny dążyć do przyjemności. W większości przypadków, do tego właśnie służy nam myślenie – aby zaspokoić swoje pozytywne, miłe doznania. Nadbudowa jest służącą mózgu limbicznego.

Czyste myślenie to przywilej nielicznych, ale oni są pozbawieni normalności istnienia w realnym świecie. Nawet zdeklarowani filozofowie, czy zaangażowani w wiarę mnisi, także potrzebują jeść, pić, jak również uzyskania nagrody i pochwały od innych ludzi (może w innym wymiarze, ale potrzebują na pewno).

Człowiek zbudowany jest z ciała, a rozum to jednostka sterująca i dzięki temu, niej mniej, lub bardziej świadomie dążymy do zaspokajania swoich potrzeb fizycznych i psychicznych. Ale także zdajemy sobie sprawę z braku przyjemności – nagród – pochwał, a to prowadzi do klęski, do nałogów, bądź depresji, a często do jednego i drugiego razem.

Przyroda nie znosi pustki – wyrzuciłem jedne śmieci i zrobiłem miejsce dla innych. Moja szara mózgowa substancja, zwana korą, niebawem zacznie kombinować, co by tu zrobić, aby znaleźć więcej przyjemności. W konsekwencji moich zapędów, wkrótce będę skończony. Jestem ponoć kreatywny, wobec czego klęska może być ogromna i nastąpić szybko.

Zamykamy zatem klapę – siła woli, dzięki zrozumieniu problemu. To może być tylko przejściowym rozwiązaniem – jak najszybciej muszę zapełnić moje wnętrze czymś, co ma wartość. Klapa ma bowiem tendencje do odmykania się z byle powodu. Przestałem rozumieć o co chodzi. Wyjaśnił, że nadszedł czas na wyznaczenie celów, dążeń, których realizacja może mnie uzdrowić.

Szóstka Weidera ratuje mnie nieco. To już 18 powtórzeń w 3 seriach. Uff, siódme poty występują na całym ciele, ale jakoś daję sobie radę. Wolę nie myśleć, co będzie jak dojdę do 24 powtórzeń razy 3. Kiedy osiągnąłem 14 powtórzeń, chciałem zrezygnować. Mięśnie brzucha, pośladki i uda doskwierały boleśnie. Pojechałem w odwiedziny do naszej dalszej rodziny, gdzie złożono mi gratulacje – ze względu na wytrzymałości i zacięcie w walce. Okazało się, że moja dorosła córka zaczęła chwalić się tatą na Facebook-u. Kuzyni wiedzieli więcej o mnie, niż ja sam. Cóż, pozostał ów „najważniejszy punkt dnia”. Ćwiczę.

Osioł doradził mi, żebym znalazł coś, czym się zajmę – to musi być dla mnie istotne. Ważne na tyle, abym wypełnił tym pustkę po wyrzuconych niedawno bublach. Dobra rada, ale nie mam żadnego hobby… Zaproponował wówczas, że mógłbym spróbować swoich aktorskich sił w amatorskim teatrze. Wzruszyłem ramionami. Po przygodzie z bieganiem nago po ulicy, siedzeniem na pryzmie gnoju i noclegu w chlewni, bycie aktorem – amatorem wydało mi się przysłowiową łatwizną. W sumie, mam sporo wolnego czasu – uwolnionego z zaniechaniem przyzwyczajenia do piwa i telewizji. Może lepiej jednak czytać książki? Wyjaśnił, że nie – koniecznie muszę zmienić atmosferę domu na inną, jak się wyraził, pachnącą i smakująca inaczej. Dostałem numer telefonu i adres. Mój szkoleniowiec stwierdził, że mam aktorski talent – jest tego pewien. W innym wypadku nie zaproponowałby mi teatru. Nie zaproponowałby mi niczego, co może przynieść frustrację. Na scenie się sprawdzę. Może to mi przynieść dużo satysfakcji. Wypełnić pustą duszę.

Teatr amatorki o wyszukanej nazwie „Refleksja słodko – kwaśna” , w skrócie RSK, działał już od ponad 10 lat. Mieścił się w dzielnicowym domu kultury – kilka minut piechotą od mojego domu. Umówiłem się i poszedłem na pierwsze spotkanie. Usłyszałem, że przygotowują nagranie audiobooka i potrzebują narratora z odpowiednim głosem. Całej reszty, jak mówienie i dykcja mogę się nauczyć. Sztuka będzie wystawiana później. OK, mogę poćwiczyć dykcję, ale, co do mówienia, to chyba tą umiejętność posiadłem będąc dzieckiem.

Kiedy wszedłem do siedziby RSK, powitał mnie młoda, ładna i zgrabna kobieta… Uff dziennikarka, która chciała ze mną zrobić wywiad po akcji z bieganiem na golasa. Uśmiechnęła się szeroko i stwierdziła, że to chyba przeznaczenia. Odwzajemniłem uśmiech, choć miałem ochotę odwrócić się na pięcie i uciec. Nie jestem jednak tchórzem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *