Rozdział 8. Najważniejszy punkt dnia

Rozdział 8. Najważniejszy punkt dnia

Najważniejszy punkt dnia

Pomimo wielu pokus, udało mi się wytrwać na zaleconej przez Osła diecie. Mięso zaczęło mi brzydko pachnieć. Nie wspomnę już o poglądzie mówiącym, że jedząc świnię, czy krowę, poniekąd jestem kanibalem. Łatwiej byłoby z drobiem, bo to dość głupie stworzenia… a może to tylko pozory? Tak, czy inaczej, wytrwałem.

Szefuńcio miał zatroskaną minę, kiedy informował nas, zebranych w sali konferencyjnej, że pani Jadzia zdecydowała się opuścić naszą firmę. Nic nie wiedział o jej planach – tylko tyle, że w chwili w której nas informuje o tej smutnej sytuacji, nasza sekretarka i asystentka w jednej osobie jest już poza granicami naszego kraju. Po złożeniu wymówienia, udała się wprost na lotnisko…

Nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie. Bezsilność pomieszana z żalem. Poczułem się przegrany, zdradzony i bezużyteczny. Umarła jakaś, bliżej nie określona, dotychczas skrywana w głębokiej podświadomości nadzieja. Nadzieja na co? Na chęć posiadana pani Jadzi? Na moją wyłączność? Jako jedyny z całej firmy ( z męskiej jej części) zostałem wyróżniony. A teraz, czy jestem zdradzony, czy też wydaje mi się, że należało mi się coś, co mi się tak naprawdę nie należało?

Zapragnąłem złamać swoje, ledwie co kiełkujące zasady i zrobić coś na przekór sobie, a przy okazji na przekór zarozumiałemu Osłowi. Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to najeść się mięsa. Pójść do najbliższego baru i zamówić schabowego w panierce, ziemniaki ze skwarkami i zasmażaną kapustę. Popić to wszystko piwem i poczuć cudowne uczucie sytości. Błogostan.

Kiedy zbierałem się na lunch, zadzwonił Osioł. Jakby przeczuł, że zaraz dokona się wielki, panierowany upadek popity piwem… Zapytał, czy możemy przełożyć lekcje z jutra na dzisiaj. W pierwszym odruchu chciałem powiedzieć mu coś brzydkiego, żeby pocałował się w… nos, ale opamiętam się. Doszedłem do wniosku, że dzisiejsza lekcja, to może być dobry sprawdzian jego umiejętności. Zdecydowałem się na dokonanie napaści na jego święty spokój. Będę agresywny, a za moją agresją pójdą argumenty, które zmuszą starego psychiatrę do kapitulacji. Wytknę mu jego z palca wyssane teorię i zobaczymy, co wtedy będzie miał do powiedzenia. Byłem wkurzony na cały świat. Moje zdenerwowanie pogłębił fakt zamkniętych drzwi do najbliższego baru. Zamknięte ze względu na awarię… Zrezygnowałem z lunchu.

Osioł miał twarz pokerzysty. Z kamiennym wyrazem twarzy wysłuchał mojego, nieco nerwowego monologu, po czym stwierdził, że spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Jestem słaby. Kiedy tylko pojawił się czynnik stresogenny, nie dałem sobie rady z nagromadzonymi emocjami. Zadziałał wentyl bezpieczeństwa w postaci buntu. Wyrzuciłem z siebie trochę, jak to nazwał „szarej masy” w najlżejszej z możliwych postaci. Werbalnej. Po prostu wygadałem się i to wystarczyło. Nie poszedłem się upić, nie zapukałem do drzwi burdelu, ani też nie sięgnąłem po narkotyki. To może świadczyć o mojej potencjalnej, obecnie ukrytej sile. Mówiąc krótko, jestem na dobrej drodze. Wielu innych studentów oślej szkoły pierwszy kryzys przechodzi poważniej.

Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć. Ten, kto powiedział, że milczenie jest złotem, miał rację. Osioł zmanipulował mnie, to pewne. Cokolwiek bym nie powiedział, to odwróci kota ogonem i wszystkie moje wynurzenia, złość, czy nawet mocne, logiczne argumenty, sprowadzi do jednego stwierdzenia: wystąpił planowany kryzys. On to wiedział wcześniej? A może niczego nie wiedział, tylko jest to jedna ze sztuczek starego wyjadacza?

Przez krótką chwilę zastanawiałem się, co dalej. Odpowiedź pojawiła się wkrótce. Osioł przyniósł dwie pary dresów. Bez słowa przebrał się i stanął obok mnie. Jego pozycja jakby mówiła, żebym się pośpieszył, on bowiem czeka… Przypomniał mi się numer z sauną i wyrzuceniem ubrań. Ciekawe jaką niespodziankę przygotował tym razem?

Anaerobiczna szóstka Weidera – zestaw ćwiczeń na płaski brzuch i nie tylko. Pierwszy trening to zaledwie 6 powtórzeń. Poszło łatwo. Całość to kolejne 42 dni z coraz to większym obciążeniem. W ostatnim dniu 3 serie po 24 powtórzenia. Ma to zająć niecałą godzinę.

Co będzie, jeśli nie dam rady? Dam radę, ale pod jednym warunkiem. Ćwiczenie ma być dla mnie najważniejszym punktem dnia. Nie ma niczego ważniejszego. Niczego. Całą reszta także może być istotna, ale trening jest najważniejszy. To wystarczy, abym wytrwał. Osioł będzie mi towarzyszył. On, co prawda nie ma piwnego brzucha, ale mimo to podjął decyzję o rozpoczęciu 6 Weidera. O powód nie zapytałem.

Mam też kupić sobie rower oraz przyzwoite kijki z amortyzacją do Nordic Walking. Zbudowani jesteśmy z ciała i musimy o nie zadbać. Dieta i ćwiczenia na początek. Później przyjdzie kolej na likwidację stresu. Ciekawe, jak on to chce zrobić? Może będę musiał pić ziółka? A może medytować otoczony kadzidełkami? Zobaczymy.

One thought on “Rozdział 8. Najważniejszy punkt dnia

  1. Po 42 dniach koniecznie napisz, czy Ci się udało z tą 6 Weidera, na jakie przeszkody należy zwrócić uwagę, i oczywiście jakie będę efekty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *