Rozdział 5. Wdzięki pani Jadzi (opowiadanie z podtekstem…)

Rozdział 5. Wdzięki pani Jadzi (opowiadanie z podtekstem…)

Wdzięki pani Jadzi

Pani Jadzia wyglądała bardzo ładnie. Po chwili przyznałem się sam do siebie, że pociągająco. Szczupła, długonoga, zgrabna, harmonijnie zbudowana, z wydatnym biustem. Ciemnorude włosy zaczesane w kok, podkreślały delikatne rysy kobiecej twarzy. Zielone, duże oczy, prosty nos i dość wyraźne, pomalowane na czerwono usta. Makijaż delikatny, ledwie widoczny, a przy tym właściwie eksponujące jej urodę. Dobrze dobrany. Na dodatek ten zniewalający uśmiech…

Obydwoje musieliśmy dłużej zostać w biurze. Zaproponowałem, że odwiozę ją do domu. Mieszka w sąsiedniej dzielnicy, to… w sumie… będzie prawie, że po drodze – wydusiłem z siebie, jakby powiedzenie kilku tych słów wymagało ogromnego wysiłku. A może i wymagało?

Dopiero w samochodzie poczułem słodkawy zapach perfum. Dodatkowy czynnik wpływający na moje, postępujące podniecenie. I jeszcze jej ciepły, aksamitny głos. Poczułem, że składam się z ciała. Wciąż drzemie we mnie męski pierwiastek. Byłbym kłamcą, gdybym stwierdził, że nie było mi przyjemnie. Po drodze, mógłby być korek, taki na godzinę, bądź dłużej. W samochodzie unieruchomionym przez problemy komunikacyjne, potrafiłem wytrwać kwadrans, po czym zaczynałem się denerwować, złorzeczyć, a nawet przeklinać. Teraz jednakże sytuacja była wyjątkowa. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym posunąć się dalej, więc jedyną nadzieją pozostawał korek. Ale jego, jak na złość nie było.

Stanąłem na parkingu, obok budynku w którym mieszkała nasza sekretarka i nie mogłem wydobyć z siebie słowa. Mało tego, nie byłem w stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu. Siedziałem za kierownicą niby posąg, wpatrzony w dal, z twarzą pokerzysty.

Pani Jadzia, zaproponowała, abyśmy poszli do niej. Wpadłem w panikę. Co zrobię, gdy będziemy u niej w mieszkaniu? Nie zrobię nic – pomyśli, że jestem nieudacznikiem. Będę starał się ją uwieść, weźmie mnie za impertynenta, cwaniaka, który wykorzystuje swoją pozycję w firmie. Czy zdołam zrobić coś, co można umieścić pomiędzy brakiem aktywności i nadgorliwością? Czy coś takiego w ogóle (w tym konkretnym przypadku) może zaistnieć?

Załóżmy, że postąpię tak, jak chce moja natura. Nieco się obawiałem, że nie będę wiedział jak się do niej zbliżyć. Co najpierw? Należy się przytulić, musnąć ustami jej policzek, wziąć kobiecą dłoń w rękę i lekko ja uścisnąć? Nie miałem żadnego doświadczenia. Jedyne, co mgliście pamiętałem, to mój pierwszy raz z przyszłą wówczas żoną. Ale to było na studenckim obozie, w namiocie, w gęstwinie lasu. Byliśmy zmęczeni i automatycznie przytuliliśmy się do siebie. Grzane wino pulsowało w żyłach i cała reszta zdarzyła się niejako automatycznie. Młodzi ludzie, nie zastanawiający się nad wstydem i oceną swojej osoby przez innych. To były piękne czasy.

Teraz ocena innych, stała się dla mnie niezmiernie ważna. Bałem się sytuacji, w której się ośmieszę. Co wtedy „oni” sobie o mnie pomyślą? Gdybym zdawał sobie sprawę z faktu, że ci inni, nie zajmują się zbytnio swoimi znajomymi… Coś się zdarzyło, wystąpiła sytuacja niezręczna i tyle. Było minęło. Każdemu przytrafiają się wpadki. Nikt nie traci czasu i energii na zbędne oceny, chyba, że mogą się one przydać, aby danego delikwenta pogrążyć. To jednakże zupełnie inna bajka. Kobiety, która siedzi na siedzeniu obok, ona nie dotyczyła. To nasze prywatne relacje damsko – męskie, tyle, że póki co, hipotetyczne.

Nagle dotarło do mnie, że pani Jadzia nie jest zwykłą sekretarką. Osobą robiącą kawę i zamawiającą bilety lotnicze, czy robiąca rezerwację w restauracji. Jest asystentką działu. To kobieta z wyższym wykształceniem w zakresie logistyki. Nikt nie wie, dlaczego tak kreatywna i inteligenta osoba pozostaje na niskim stanowisku w firmie. Nikt nie wie, bo nikt jej o to nie zapytał. To może być dobry temat na początek naszej rozmowy. Bardzo dobry.

Małe, schludne, ze smakiem urządzone mieszkanie pasowało do jego właścicielki. Brak zbytniego przepychu. Przemyślana prostota dawała wrażenie przytulności.

Zapytałem, czy mieszka sama. W uśmiechem odpowiedziała, że nie ma męża, partnera, nie ma też psa, kota, czy kanarka. Nie ma nawet kwiatka w doniczce. Wszystko to bowiem są obowiązki.

Taka atrakcyjna, a przy tym inteligentna kobieta, nie ma swojego mężczyzny. Mężczyźni są bowiem jak małe dzieci, tyle, że wyrośnięte. Potrzebują ciągłej atencji. Bezustannej opieki. Ciągłego wsparcia. Są słabi. Bez pomocy łatwo wpadają w sidła przyzwyczajeń, nabierają nawyków, które przeradzają się w nałogi. Pani Jadzia nie zamierza być niczyją niańką.

Przełamałem swoją wrodzoną nieśmiałość i prosto z mostu zapytałem, czemu mnie zaprosiła do swojego mieszkania. Zrobiła to rozmyślnie. Przypadek jest wykluczony.

Nie wiedziałem, że prawie wszyscy mężczyźni w naszym dziale próbowali ją uwieść. Mówiąc kolokwialnie zaciągnąć do łóżka. Tylko i wyłącznie ze względu na chucie. Jej intuicja jest doskonała i nieomylna. W żadnym z przypadków nie chodziło o romans. W każdym zaś o seks. Ja jestem wyjątkiem. Nie próbowałem i tym ją zaintrygowałem. Zaczęła mnie delikatnie szpiegować. Najpierw zdobyła informacje o mojej rodzinie, później o moich przyzwyczajeniach, zainteresowaniach, hobby. Jej początkowa teoria, że z jakiś powodów jestem impotentem upadła. Dlaczego zatem, nie zwracałem uwagi, na jej transparentną w końcu seksualność? Wchodzi do mojego gabinetu z aromatyczną kawą, a ja jakbym nie zauważał jej wdzięków. Co jest tego powodem? Nie wyglądam na zorientowanego na mężczyzn.

Zamurowało mnie. Nie spodziewałem się, że zaspokojenie mojej ciekawości – zadanie, w sumie prostego pytania, może doprowadzić do postępującego odrętwienia całego ciała. To, co usłyszałem było powodem mojej, chwilowej niemocy. Ona postrzega mnie jako fajtłapę. Pewnie taki jestem, gamoń, ciapa i fajtłapa. Gdybym był Indianinem, nazwano by mnie „Wstydliwy kojot ujadający w milczeniu”. Czyli ktoś, kto potrafi cicho skomleć, jeśli nikt nie słyszy. W sumie niegroźny padlinożerca…

Ostatnią rzeczą, którą mógłbym się spodziewać, była zaplanowana przez panią Jadzię akcja. Akcja wyrafinowana, a przy tym dopracowana w szczegółach. Oto siedzę naprzeciwko trzydziestokilkuletniej, harmonijnie zbudowanej, ładnej, kipiącej seksem kobiety, ona bowiem nie rozumie, dlaczego do tej pory, nie próbowałem zaciągnąć jej do łóżka. Nie wie dlaczego i ja także nie wiem dlaczego.

Czyżbym rzeczywiście był Baranem? Nawet do skomlącego w milczeniu, wstydliwego kojota mi daleko.

Spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała, że je imponuję. Jestem twardy jak skała, nie interesuje mnie niecne wykorzystanie niewinnej i w sumie bezbronnej kobiety. Mam swoje zasady.

Odwróciłem wzrok. No tak. Jakoś nie zauważyłem, choćby potencjalnej możliwości wykorzystania niewinnej, bezbronnej kobiety dla zaspokojenia własnego popędu seksualnego. Do tej pory nie przeszło mi to przez myśl. A teraz?

Pani Jadzia odkryła przede mną swój sekret. Wyjaśniła, że tak naprawdę to zaprosiła mnie do siebie, aby mógł podziwiać jej wspaniałe piersi, po czym zdjęła bluzkę. Była bez stanika.

Patrząc na stosunkowo duże, ładne piersi z lekko sterczącymi brodawkami, poczułem się jak zgłodniały osesek. Były tak bardzo kobiece. Mogły być dawcą rozkoszy i bezpieczeństwa zarazem. Zrozumiałem, co w takiej stacji może czuć nie potrafiący jeszcze mówić malec.

Tym razem, to ja spojrzałem pani Jadzi prosto w oczy. Uśmiechała się lekko…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *