Rozdział 4. Od dziadkowego bębna do oślich zasad

Rozdział 4. Od dziadkowego bębna do oślich zasad

Od dziadkowego bębna do oślich zasad

Poniedziałkowe spotkanie dotyczące raportu za poprzedni tydzień zostało przeniesione na wtorek. Do zmiany terminu już się przyzwyczailiśmy. Poniedziałek, nie zawsze bowiem jest najlepszym dniem do dokonywania podsumowań i wyznaczania zadań. Bo to poniedziałek. Nikomu nie przyszło do głowy, aby na stałe spotkania przenieść na wtorek. Pierwszy dzień po weekendzie stał się pewnego rodzaju tradycją i tak miało już zostać. Logika nie ma tu nic do rzeczy.

Szefuńcio zaczął nietypowo. Na początku pokazał film. Facet, ubrany w mundur idzie ulicą i rytmicznie uderza w zawieszony na ramionach bęben. Powinienem się zawstydzić? Gorączkowo szukać usprawiedliwienia? Wymyślić jakieś kłamstwo? Na przykład, założyłem się z synem… Coś, co pozwoli na uratowanie honoru. Na filmie nie było dokładnie widocznej twarzy… może nie zostanę rozpoznany? A jeśli nawet dowiedzą się, że to ja… Mogę przytaszczyć ów bęben do firmy i trochę pograć. Bum, bum, bum. Mogę tez pożyczyć na chwilę munduru i instrumentu chętnym, muzykom – amatorom. Odpowiedź miałam gotową.

Nie czułem nic. Ani wstydu, ani obawy przed osądem zebranych współpracowników, ani też obawy przed ewentualnymi konsekwencjami służbowymi. Było mi wszystko jedno co sobie pomyślą i jaką reprymendę, bądź karę mogę otrzymać od szefuńcia.

Szefuńcio zaś, zaraz po zakończeniu projekcji zagrzmiał. Podniesionym, nie znoszącym sprzeciwu głosem wyraził to, co przyszło mu go głowy, czyli swoje myśli. „Oto człowiek odważny, asertywny, mający silną osobowość, decyduje się na odbębnienie muzyki. Ubrany na galowo, w stylu retro nie krępuje się i przedstawia swoją osobowość taką, jaka ona jest. Niczego nie ukrywa. Może wybębnił stres, a może smutek, a może radość i euforię odniesionego sukcesu? Tego nie wiemy. Wiemy za to, że bębnił mocno, głośno i rytmicznie. To bohater. Jeżeli bym go spotkał, uścisnę mu rękę i złożę gratulacje. Bierzmy z niego przykład”.

Popatrzyłem po siedzących wokół owalnego, dużego stołu pracownikach naszej firmy. Księgowy, pucołowaty grubas powinien grać na trąbie, jego chudziutka zastępczyni n flecie. Gdyby wzięła na przykład talerze, to już po pierwszym uderzeniu, od stóp, aż po jajowatą głowę, cała by drgała, niby trącona w gitarze struna. Flet jest dla niej odpowiedni. Szefuńcio powinien uderzać w cymbały (takie tam skojarzenie), ale pewnie by nie dał rady. Mógłby spróbować dmuchać w puzon – ten by do niego pasował. Panie z działu zamówień to skrzypce i altówki, obsługa serwisowa akordeon i harmonia a dział przetargów mandoliny oraz bałałajki. Zostaje jeszcze pani Jadzia. Sekretarce przeznaczyłem harfę. Wszak pod warunkiem, że ścisnęłaby swoje wydatne piersi gorsetem, aby nie ryzykować ich spotkania, na przykład z wiolinowym kluczem. Ja pozostaję z bębnem i orkiestrę mamy gotową.

Zaraz po spotkaniu pani Jadzia, uśmiechając się zalotnie, zaprosiła mnie do gabinetu prezesa. Przekaz był krótki. Sprawa pozostanie miedzy nami. Na sobotę mam pożyczyć mundur i bęben. Szefuńcio także chce zagrzmieć. Pomyślał, że wystąpi w okularach i doklei sobie wąsy i brodę. To na wypadek, gdyby mieszkający w jego dzielnicy wiceminister był akurat w ogródku. Musi, niestety być incognito.

On jeden mnie rozpoznał… zatem powinien uścisnąć mi dłoń…

Na spotkanie z Osłem, jak zwykle przybyłem z wyprzedzeniem. Po kilkunastu minutach czekania, zostałem poproszony do obszernego gabinetu profesora. Duże, dębowe biuro, na ścianach kilka dyplomów i zdjęć nieprzedstawiających stare czasy. Wszyscy młodzi i uśmiechnięci – ludzie sukcesu.

Osioł postawił mi warunki, na których może mnie przyjąć do szkoły. Myślałem, ze skoro płacę, to ja stawiam warunki, ale byłem w błędzie.

    • Warunek pierwszy – musisz wyrzucić ze swojego umysłu wszystkie śmieci. Widzę twoje wnętrze – jesteś jak olbrzymi śmietnik. Buble, chłam, dziadostwo, pozory, nieprawda, przepych, małostkowość, egoizm, spleśniałe idee i inne świństwa zalegają ogromne obszary. Bezkrytycznie wchłaniasz coraz to nowe, oferowane przez nowoczesny kapitalizm badziewie. Nawet nie oszukujesz sam siebie – nie musisz, bowiem nie zdajesz sobie sprawy, w jakim zakłamaniu żyjesz.

    • Warunek drugi – zanim nie poznasz istoty rzeczy, nie wyciągaj wniosków na podstawie pozorów. Na początku edukacji masz dużo milczeć, słuchać i chłonąć. Bez ocen. Bez komentarzy. Bez własnych pomysłów.

    • Warunek trzeci – zaangażowanie. Jeżeli będziesz odrabiał lekcje źle, niesolidnie, wylatujesz ze szkoły bez zwrotu kosztów. Płacisz z góry za cały rok.

    • Warunek czwarty – wytrwałość. Nieobecności, brak uwagi na zajęciach, ale także brak postępów – w takim wypadku, także wylatujesz bez zwrotu kosztów.

    • Warunek piąty – w szkole obowiązuje uległość i szacunek w stosunku do przełożonego. Musisz bezkrytycznie wykonywać wszystkie polecenia.

    • Masz tylko jedno prawo – w każdej chwili możesz zrezygnować – wówczas oprócz kosztów tracisz także depozyt złożony na wypadek ewentualnych szkód. Jest on równy rocznemu fee i nie podlega rewaloryzacji.

Poczałkowo miałem zamiar wstać i bez słowa opuścić ponury pokój. Tylko, co wówczas zrobię? Ponownie założę bęben dziadka? Ile razy można grać to samo: bum, bum, bum?

Miejsce śmieci jest na śmietniku. To nie jednostkowy akt, ale proces. Bez oczyszczenia umysłu, cała edukacja rozpełznie się po bublach, chłamie i badziewiu. Nie zostanie zrozumiana.

Tak, wiem jak wygląda Rozkład Normalny, czyli krzywa Gaussa. Blisko 70% to szara masa, kolejne 30% to masa lekko mniej szara. Pozostaje 10% tych, którzy myślą; 5% pozytywnie i 5% negatywnie. Aby odnaleźć własną osobowość muszę znaleźć się w 5% myślących pozytywnie. Dodał, że teraz już rozumiem, czemu nazywa mnie Baranem… elementem szarej masy z prawej strony, całkiem niedaleko od średniej. Niczym się bowiem nie wyróżniam. Kozły są po lewej. Nie nasunęła mi się żadna odpowiedź. W milczeniu pokiwałem głową.

Osioł to jednak kawał skurczybyka. Wykorzystuje moją trudną sytuację. Albo mu to powiem i dołożę jeszcze trochę impertynencji, albo… nie… Dał mi czas na zastanowienie się. Całą dobę. Wspomniał, że lepsze byłoby 5 minut, ale ja jestem tak zepsuty, że muszę mieć więcej czasu… Osioł to czystej klasy arogant, gbur, cham i burak na dodatek. Ale, niech mu będzie. Zastanowię się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *