Rozdział 2. Opuszcza mnie żona

Rozdział 2. Opuszcza mnie żona

Opuszcza mnie żona

Moja wspaniała, jedyna jak do tej pory żona, przygotowała mi niespodziankę, jakiej się nie spodziewałem. Nagle, bez żadnych wstępnych ustaleń, czy choćby rozmowy na ten temat, oświadczyła, że czasowo mnie opuszcza. Jako wolontariuszka zgłosiła się do polowego szpitala, gdzieś w dżungli Amazonii. Właśnie ukończyła specjalny kurs pielęgniarski i teraz w końcu spełni swoje powołanie – będzie służyć innym.

Z pewnością dam sobie radę, co do tego, nie miała najmniejszych nawet wątpliwości. Nasza córka jest już samodzielna, zaś syn na zmianę studiuje, bądź tkwi godzinami przed ekranem komputera – i jak twierdzi, także studiuje. Gotować się nauczę, ale to będzie potrzebne tylko na weekendy – w pozostałe dni od dawna wszyscy jadają na mieście. Cała reszta, jak pranie, sprzątanie i zakupy są na głowie gosposi Niny, obrotnej, trzydziestoletniej obywatelki Ukrainy, zatrudnionej u nas od ponad trzech lat. Ewentualnie można ją dodatkowo poprosić o przygotowanie posiłków, choć nasza tradycja mówi, że gotowanie to obowiązek rodzinny.

Wjeżdża za 2 tygodnie, na jakieś 6, może 8 miesięcy. Klamka zapadła i za nic się ze zobowiązania nie wycofa – tam tubylcy potrzebują pomocy medycznej i jest to nakaz sumienia.

Muszę chyba rzeczywiście być Baranem, bowiem do tej pory niczego nie zauważyłem. Spędzając większość życia w pracy, czyli robiąc karierę i zarabiając pieniądze (na rodzinę), nawet nie miałem szansy, żeby zobaczyć, że coś może być nie tak. Małżonka postanowiła spełnić swoje marzenia, które stały się także jej powinnością. Ja nie spełniłem swoich pragnień: pilotowanie szybowców, wyprawa na Syberię, spływ rzeką Zambezi, czy przejazd rowerem po zamarzniętym jeziorze Bajkał. Ciągle w pracy. Podobno to wyścig szczurów, ale to nie jest trafna nazwa. To raczej zaangażowanie się w pracę, z obawy o jej utratę. Potrafiłem poświęcić się i zrezygnowałem z pragnień, zaś ona nagle ocknęła się i bez najmniejszych nawet wyrzutów sumienia postanowiła – jak powiedziała „doznać smaku spełnienia”. Mnie pozostawiając smak przypalonych kotletów i ewentualnie goryczkę piwa.

Najpierw chciałem coś powiedzieć, poprosić o wyjaśnienia, później nie mogłem z siebie wydobyć głosu, a następnie wyszedłem z domu. Przeżyłem szok na granicy traumy. Paraliż podstawowych zmysłów. Myśl, że żona mnie opuszcza była jak grom z jasnego nieba. Na dodatek utwierdziłem się w przekonaniu, że jej nie powstrzymam – nie mam bowiem żadnych argumentów. Poczułem się słaby. Potrzebowałem natychmiastowej pomocy. Natychmiastowej i skutecznej. Czegoś, co uratuje bezsilnego człowieka przed… sam nie wiem, przed czym, ale uratuje… skutecznie.

Po pewnym czasie pojawiła się złość, rozsierdzenie i inne negatywne emocje. Podświadomie chciałem mojej żonie zrobić na złość. Dopiec jej. Aby poczuła się gorzej niż ja. Ukarać głupią babę za jej bezczelność. Oddać to, czym mnie obdarowała z nawiązką. Nic jednakże nie przychodziło mi do głowy. Jedyne, co mogłem zrobić to utracić honor i ośmieszyć się.

Po dwóch godzinach spaceru wróciłem do domu. Zaproponowałem żonie, że pomogę zrobić jej niezbędne zakupy i spakować się. Nie wiem, co mi się stało, że właśnie takie słowa z siebie wydobyłem. To pewnie wpływ stresu. Rzuciła mi się na szyję i długo dziękowała mi, czyli kochanemu mężowi… Poczułem się jeszcze bardziej słaby, przegrany.

Podświadomość podpowiadała mi, że ona wyjedzie, ja zaś przejmę jej obowiązki. Do swoich dołożę dodatkowe. To niesprawiedliwe – ona będzie się realizować, a ja nabędę dodatkowy garb. Niestety, nic nie mogłem zrobić. Mdłe uczucie bezsilności całkowicie wypłoniło moje wnętrze. Po raz pierwszy od czasów dzieciństwa zachciało mi się płakać.

Nasza córka tylko wzruszyła ramionami. Zdziwiła się, że po tylu latach małżeństwa nie zauważyłem jeszcze, że matka jest dziwakiem. Nie powinno być dla mnie zaskoczeniem, że wpadła na niedorzeczny pomysł wyjazdu w nieznane. Dodała, że na moim miejscu, już dawno by się z nią rozwiodła. Podobno pod pozorem własnej kruchości, całe życie mnie wykorzystywała, sama dając tylko absolutne minimum. Nawet nie zdołała porządnie wychować naszego syna, a jej brata. Powinna go dobrze rozumieć, odziedziczył wszystkie jej najgorsze cechy.

Syn nie skomentował decyzji swojej rodzicielki. Zapytał tylko, kto będzie gotował w weekendy. Zaproponował, że możemy na tradycyjne domowe obiady zmawiać dania z restauracji, co uwolni mój czas i zagwarantuje jego jelitom przetrwanie. Jeszcze nie wyszedłem na korytarz, a on już był wpatrzony w ekran komputera, dodatkowo izolując się od świata dźwiękoszczelnymi słuchawkami. Przybywając w wirtualnej rzeczywistości, pewnie nawet nie zauważy nieobecności matki.

Dzieci, niestety nie były dla mnie oparciem. Zostałem ze swoim problem sam jak palec. Czułem się jak sierota.

Na lotnisku, w grupie roześmianych ludzi, moja żona niczym się nie wyróżniała. Podobnie jak pozostali członkowie ekipy, żartowała beztrosko, nie zwracając na mnie zbyt dużej uwagi. Wyglądała na szczęśliwą. Mnie ów sielankowy nastrój niestety się nie udzielił. Musiałem nad sobą zapanować, aby nikt nie zauważył, że jestem w stresie. Najtrudniej było z trzęsącymi się rękoma, ale ostatecznie udało mi się je opanować. Krótkie pożegnanie i pozostałem zdany tylko na własne siły.

Nie miałem ochoty wracać do domu, ale nie miałem też innego wyjścia. Musiałem rozliczyć się z Niną i zaplanować sobotnio – niedzielne menu. Postanowiłem nie zamawiać dań w restauracji. Dam sobie radę. Może ucieczka w aktywności pomoże mi dojść do psychicznej równowagi?

W niedzielne popołudnie przyjąłem gratulacje od córki. Syn powiedział, że jest pozytywnie zaskoczony i poklepał mnie przyjacielsko po plecach. Obydwoje byli pod mocnym wrażeniem. Mnie to jednak nie pomogło.

Całą niedzielę przesiedziałem bezczynnie w fotelu. Dziesiątki różnych myśli, niczym błyskawice pojawiały się i znikały w roztrzęsionym umyśle. Obrazy, które pojawiały się przed moimi oczami, nie napawały optymizmem. W poniedziałek rano zadzwoniłem do Osła, prosząc o pilne spotkanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *